maccaroni blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2009

Pojechałem na rowerze do dziadka. Zaczęło padać.

W drodze powrotnej błoto mialem wszędzie. Nawet w zębach. Na dodatek złapałem kapcia, a obręcz zaczęła bić. Mam nadzieje, że bicie jest na tyle małe, że będzie dało się nacentrować i nie będę musiał wymieniać obręczy i szprych.

Murwa!

K.

Zimno.

1 komentarz

Termometry wokół mnie i części moich znajomych uparcie pokazują 19-20 stopni. A ja się czuję jakby było maksymalnie 14. 

Temperatura odczuwalna to jednak wielkie zło.

K.

W/g Masłowskiej.

Wczoraj obejrzałem. Zdecydowanie najlepszy polski film od czasów Pasikowskiego i Franza Maurera.

Polecam każdemu, chociaż niektórzy pewnie będą musieli coś wziąć przed/względnie w czasie seansu.

K.

Wracam od dziadka. Jadę ruchliwą ścieżką rowerową obok ulicy Dembowskiego. Ścieżka jest wydzielona z chodnika więc jest zawsze na niej kupa ludzi z dziećmi, dzieci na rowerkach, rolkach, pieszych z psami i tym podobnego zoo.

Jadę więc wolno, gdzieś koło 20 km/h. W pewnym momencie w poprzek ścieżki staje usiłujący skręcić młodzieniec na kozie. Ścieżka szerokości 2.5 metra nie wystarcza mu do skręcenia na nią z prędkością 2 km/h. Ja pierdolę. 99.9% koziarzy mnie niebotycznie wkurwia (pozostałym 0.1% jest Sto).

No nic, przeżyłem. Nie odezwałem się słowem. Jadę dalej. Prawie przy końcu ścieżki mam następną sytuację. Podejrzewam, że na ścieżkach obowiązuje taki sam ruch jak na ulicach, więc strasznie się zdziwiłem widząc naprzeciwko mnie gościa, jadącego pod prąd i na dodatek patrzącego w bok. Próbuję go ominąć, w tym momencie on robi jakieś dziwne ruchy. Oczywiście pełen hebel i jakoś się udaje.

Jakie są pretensje?? Otóż w/g niego jechałem za szybko. W tym momencie nie wytrzymałem i powiedziałem palantowi (takiego użyłem wobec niego określenia), iż primo- na ścieżkach nie ma ograniczenia prędkości, a nawet gdyby było to nie wynosiłoby 5 na godzinę i secundo- w/g przepisów powinien być daleko po mojej lewej ręce. Jakieś 2 metry sądząc z szerokości ścieżki.

Co ciekawe gość nie odezwał się już ani słowem. Chyba wiedział, że kompletnie nie ma szans i jest na dodatek głupim i winnym chujem.

K.

Przejście na pieszych na skrzyżowaniu Szczytnickiej i Wyszyńskiego (to chyba dalej Wyszyńskiego?) ze strony Ostrowa Tumskiego.

Dla niewtajemniczonych. Jest tak przejście dla pieszych i ładny szeroki oddzielny przejazd dla rowerzystów. Każde z przejść/przejazdów ma własne światła. Dodajmy niezsynchronizowane. Światło dla rowerów odpala się lekko później niż dla pieszych.

Co widzę naprzeciwko mnie?? Na środku przejścia dla pieszych stoi sobie młoda parka na kozach i szepcze czułe słówka. W momencie zapalenia się światła dla pieszych zaczynają jechać przez pasy. Dodajmy, że przejazd obok jest zupełnie pusty.

Za nimi usiłują zdążyć matka z wózkiem i jacyś emeryci, którym owa para skutecznie zatamowała drogę.

I ja się potem dziwię, że piesi niekoniecznie kochają rowerzystów :-/

K.

Jadę sobie dzisiaj na rowerze. Ponieważ to była już druga część trasy więc byłem nieźle rozgrzany i popieprzałem gdzieś bliżej 25 na godzinę niż 20 (nie mam licznika, ale sądząc z przełożeń i kadencji tyle musiałem mieć). Przed sobą na ścieżce rowerowej widzę jakąś babę, poruszającą się z prędkością 2 km/h. Nagle baba nie bacząc, że właśnie do niej dojeżdżam wykonała klasyczny dla zidiociałych samochodziarzy manerw. Zjechała maksymalnie na lewo (zajeżdżając mi przy okazji drogę) żeby skręcić w prawo. Przy dwóch na godzinę!

No kurwa mać!! Oczywiście kończyłem na trawie, na szczęscie nic w niej nie było, bo przy tej prędkości wykatapultowałoby mnie z roweru do innej galaktyki.

K.

P.S. Dzisiaj jakiś młody idiota siedzący w starej Sierrze (takiej z końca lat 80-tych) krzyknął do mnie „pedałuj, pedałuj”. Na co ja mu odkrzyknąłem „a co, mam pedałować też za Ciebie, bo Ty nie masz siły?” :-)

 

A raczej może mieszkańców Ołtaszyna. Ja rozumiem, że remont, że utrudnienia, ale kurwa mać, Ołtaszyn to nie jest takie wielkie osiedla żeby nie można było wszędzie dojść na piechotę.

Wszystkim, którzy narzekają, że nie będą mieli jak dojechać do sklepu, apteki, czy dowieźć dzieci do szkoły polecam spróbować pójść na piechotę. Wizyty w aptece mogą się okazać niepotrzebne, dupa schudnie i nagle się okaże, że do sklepu nie trzeba wcale chodzić tak często.

Notka postawała po przeczytaniu tego newsa w serwisie gazeta.pl

K.

Skąd taka teoria? Ano po dzisiejszych przeżyciach. Jechałem sobie spokojnie (no dobra, może troszkę szybciej, bo treningowo) skrajem drogi. Nagle obok mnie znalazł się ciemnozielony Opel Vectra, którego kierowca (jakiś młody chuj) po prostu skręcił w moją stronę spychając mnie z drogi.

W jednym momencie znalazłem się przodem w przydrożnym rowie i próbowałem zrobić wszystko żeby skończyć w jednym kawałku. Jakoś się udało- znaczy pedał jest pogięty i boli mnie lewe kolano, ale i tak jest nieźle. Strat w sprzęcie prawie nie ma, w ludziach też.

Niech teraz ktoś mi powie, że kierowcy uważającna rowerzystów, że rowerzyści są takimi samymi użytkownikami drogi i tym podobne. Czasami wydaje mi się, że po prostu jesteśmy zwierzyną w jakimś technopolowaniu. Chłopcy urządzają sobie radosne zawody.

A- nie pytajcie przypadkiem w komentarzach (o ile ktoś w ogóle napisze jakiś komentarz) czy pamiętam numer samochodu. Byłem zbyt mocno zajęty ratowaniem własnej dupy żeby się tym przejmować.

Za to jestem pewien jednego- kupuję kask (Sto, możesz się zaczynać już śmiać).

K.

Cud.

Brak komentarzy

Inaczej się tego nie da nazwać. Wczoraj była środa, a MMi nic nie padło i miałem net, kablówkę i co tam jeszcze mogę mieć :-)

Przestraszyli się, czy co?? :-)

K.

Mamy w tym kraju dwa najważniejsze. Wawel, znany z tego, że go Zygmuś III Waza szukając tynktury nieco sfajczył i Królewski w Wawie. Ten drugi znany z tego, że Niemcy po powstaniu go nieco w powietrze wypiergolili.

Ten pierwszy przetrwał wojnę w stanie praktycznie nienaruszonym. Co pewnie daje podstawy do tego żeby kompletny bilet zwiedzania kosztował 77 złotych + dyszka dla czarnych za zwiedzanie katedry. Łącznie jakieś 87 złociszy. Całkiem sporo dudków.

Drugi, całkiem rozpieprzony i odbudowany oferuje zwiedzanie w pełnej opcji za jedyne 36 złociszy. Prawdziwa okazja, biorąc pod uwagę, że na przykład obrazów jest w nim nasrane tak, że miejscami nie ma wolnego kawałka ściany.

Zastanawia mnie tylko jakim cudem za Wawel sobie tyle liczą? Przecież nie za to, że część zamku jest w nieustającym remoncie. Może liczą, że Polaków można walić w rogi tak jak zagranicznych turystów??

W sumie mi to wisi. Ja Wawel już widziałem. Niech się martwią inni.

K.


  • RSS