maccaroni blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2009

Cudowna firma, która (z braku alternatywy) dostarcza mi kablówkę i internet wyłączyła mi rzeczony internet i telewizję cyfrową z powodu niezapłacenia rachunków- jednego, którego nie dostałem (sic!) i jednego, który źle wystawili (zapłaciłem go na kwotę, na którą opiewał- nie moja wina, że ktoś czegoś nie doliczył).

Wyłączono mi w poniedziałek. Rano zapłaciłem, jak tylko się dowiedziałem, że coś nie działa i że mam jakieś zaległości. Przy okazji zwróciłem uwagę, że nie mogę zapłacić rachunku do 31 grudnia, jeśli dostałem go 15 stycznia. W zamian otrzymałem wyjaśnienie, że mają problem z firmą dostarczającą rachunki. Tylko dlaczego mam z tego powodu cierpieć?? Jestem jej właścicielem czy co??

No nic- zapłaciłem. Zgodnie z życzeniem wysłałem skan mailem, przy okazji budząc Sto (dzięki Sto!). Do 16 nic się nie działo. Zadzwoniłem więc po raz kolejny- okazało się, że przez 6 godzin nikt nie przeczytał maila. Cudownie. We wtorek rano netu dalej nie było- dosłałem więc potwierdzenie faxowo- na wszystkie możliwe faxy MM Polska. Po powrocie z wizytacji dziadka w szpitalu (koło 12.30) zobaczylem, że sieć dalej nie działa. Po kolejnym telefonie okazało się, że maila dalej nikt nie przeczytał (sic!), a faxem nieszczególnie się ktoś przejął. Za to zmieniło się podejście obsługi BOK- z kompletnego aroganckiego podejścia „Pan nie zapłacił” (jakby to była moja wina, że mają chlew) dostałem obietnicę pomocy. I faktycznie- po dwóch godzinach net się pojawił. Ale…

… No właśnie- zawsze jest jakieś „ale”. W tym przypadku była to DTV-ka, która nie działała. Zadzwoniłem po raz kolejny i dowiedziałem się, że nikt nie wystawił zlecenia na odblokowanie rzeczonej usługi. Zaniemówiłem, ale w sumie czego się można było spodziewać po firmie, która przez 3 lata nie mogła do mnie przysłać serwisanta.

Dzisiaj już wszytko działa i wiecie co?- Pismo z informacją o zadłużeniu też zostałem dzisiaj :-) Dokładnie dwa dni po wyłączeniu usług :-)

To nawet nie jest żenujące,

K.

Dzisiaj na meczu Serbia- Polska w szczypiorniaka zauważyłem, że w bramkach są mikrofony. Jak się okazało po to, żeby przekazywać emocje bramkarzy. No i przekazywały- szczególnie gromkie „kuuuuuuuurwa mać” Szmala, kiedy to nie udało mu się obronić karnego.

Jest cudnie :-)

K.

W nowej, lepszej Polsce chodników się nie odśnieża. Pisałem o tym zresztą jakoś strasznie dawno. Teraz to się zmieniło. Daje się nie odśnieża. ale za to sypie się piaskiem. W takich ilościach, że przy pierwszych roztopach chodniki zmieniają się w piaskownice. Jak się ma buty z chociaż troszkę skomplikowaną podeszwą to nie sposób tego wytrząsnąć przed wejściem do mieszkania i przedpokoje zamieniają się w piaskownice.

A wystarczyłby dozorca z jedną miotła. O standardzie zachodnim, gdzie piasek się odkurza (sic!) i używa ponownie nie śmiem nawet marzyć.

K.

Mam jakiegoś pecha. Czasami nie udaje mi się zmieścić w drzwiach do kuchni i walę stopą w krzesło. Ostatnio złamałem sobie przy okazji tego mały palec u nogi.

Wczoraj było chyba troszkę lepiej- Przypieprzyłem po raz kolejny, ale palec (ten obok małego) jest cały. Za to spuchł i nabrał kolorów do tego stopnia, iż wygląda jako serdelek :-)

 

K.

Rozmawiam z moją rodzicielką.

-Wiesz, wczoraj jak wróciłem to zobaczyłem gości z MPWiK. Myślałem, że nie ma wody, ale na szczęście była. Tyle, że (mamy dwa niezależne wodociągi dla obu stron ulicy- dzięki Kierownikowi ;-D) oczywiście coś popierdolili i zakręcili najpierw nas, a potem dopiero właściwą stronę. W związku z tym dobre 40 minut leciała żółta woda. Dobrze, że czajnik był pełny, bo nie wiem kiedy bym sobie ryż ugotował.

-Zawsze mogłeś udać, że to ryż z kurkumą- radośnie odpowiedziała moja rodzicielka.

:-)

K.

PKP.

2 komentarzy

Czyli Pierdolone Koleje Powolne.

Za Wodza do Wałbrzycha jechało się godzinę. Teraz jedzie się dwie. Jak się ma szczęście i nie stoi się gdzieś w polu. Na dodatek stanie w polu też nabrało nowego wymiaru. W sobotę staliśmy w polu i przepuszczaliśmy pociąg towarowy (sic!). To jest już kurwa jakiś szczyt.

Następnym szczytem jest system ogrzewania. Do Wałbrzycha jechaliśmy drugą klasą- w wagonie ogrzewanie włączone na maksimum i nie da się nic z tym zrobić. Pociąg powrotny miał za to przedziały. Tylko, że tą razą ogrzewanie nie działało wcale. Jak zależało nam na przeschniętu po dniu zapieprzania w górach to było to niemożliwe.

Za to bilety ciągle drożeją. Ale PKP twierdzi inaczej.

K.

Bo i być nie może. Adam Małysz już nie błyszczy. Nie ma bowiem jak błyszczeć w wieku lat 32 (albo coś koło tego). Nie może, bo organizm ludzi jest taki, jaki jest. A organizm skoczka wyniszczony ciągłymi dietami jest pewnie jeszcze mniej odporny na starzenie niż normalnego człowieka.

Trzeba by więc cudu- bo takim byłby trening na tyle progresywny, aby Adama Małysza utrzymać w formie, ale równocześnie na tyle mało progresywny aby nie spowodować znacznego zysku masy mięśniowej.

Coś takiego zapewne jest do osiągnięcia, ale w Austrii czy Niemczech, gdzie skoczkowie narciarscy są „produktem” wielu lat testów, doświadczeń zaawansowanych badań i mierzenia parametrów w tunelu aerodynamicznym.

My możemy tej całej supernowoczesnej nauce przeciwstawić pochyloną drewnianą ławeczkę, z której skoczkowie odbijają się na materac (litości!) i profesora Żołędzia, którego po kilku latach wreszcie z powrotem dopuszczono do Małysza. Tylko, ze teraz domowymi środkami nie da się naprawić tego, co przez ostatnie parę lat powoli się pieprzyło.

Dość powiedzieć, iż porządnego tunelu aerodynamicznego w Polsce nie ma (śmiem twierdzić, że z nieporządnym też będzie problem). Nowoczesnego ośrodka medycyny sportowej skierowanego na sporty zimowe też nie ma. Bo po co. Dzięki temu nie musiałem starać się wymieniać żadnych polskich narciarzy alpejskich, kiedy mój wujek zapytał się mnie jak im idzie- popatrzyłem na niego tylko przerażonym wzrokiem i już wiedział, że takich nie ma.

Następców Małysza też nie widać, trudno bowiem o następców wychowanych na drewnianej ławeczce i bułce z bananem. Jak tak dalej pójdzie to i Klimka Murańkę zmarnują.

K.

Problemem nie jest odśnieżanie. Problemem nie jest błoto pośniegowe, bo nie raz przekonałem się, że błoto pośniegowe jest przyczepne. Chujowo, ale jest. Problemem nie jest też śnieg, bo śnieg jest zajebiście przyczepny. Przy dobrych zimówkach można na błocie i śniegu sprawnie poruszać się przy prędkości 50 km/h. Jak się umie to można i szybciej.

Problemem są polscy kierowcy, którzy ćwiczyć jazdy po śliskim nie zamierzają i jedynym dla nich wyjściem jest zwolnienie. Najlepiej do 10 na godzinę. 

I w takich warunkach tworzą się korki. Nie dlatego, iż jest nieodśnieżone. Nie dlatego, iż jest błoto pośniegowe. Tylko dlatego, że Kowalski nie ma pojęcia o jeździe samochodem- nie tylko po śliskim, ale w ogóle. Dlatego porusza się z prędkością, którą w krajach o wyższej kulturze doskonalenia techniki jazdy rozwija się na czystym lodzie- czyli mówiąc po ludzku na szklance. 

I dopóki to się nie zmieni będzie równie chujowo jak jest. Albo jeszcze gorzej.

K.

Dzwoni Sto- wiesz, może pojedziesz z nami (znaczy z Ł. i nim) się poślizgać??

No to pojechaliśmy i następne chyba 1.5 godziny spędziliśmy w Focusie ślizgając się po wszelkich możliwych i dostępnych parkingach.

Było git :-) No i to pożyteczne ćwiczenie :-)

K.

Dziwna sprawa.

1 komentarz

Na imprezie sylwestrowej chipsy cieszyły się znikomym zainteresowaniem. Żeby nie powiedzieć, że praktycznie nikt ich nie ruszył. Za to „domowe” potrawy szły jak woda.

W sumie bardzo to cieszy, ale z drugiej strony- nigdy czegoś takiego nie widziałem. Sto też był szczerze zdziwiony!

Naród się zmienia na lepsze??

K.


  • RSS