maccaroni blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2008

Męczarni z wyborem softshella. Kupiłem sobie windstoppera, który nie do końca jest softshellem, bo jest windstopperem, ale za to jest bardzo ciepły i mocno wytrzymały :-)

Teraz mogę już jechać spokojnie w góry.

Ale nie pojadę… bo zaspałem :-)

K.

No tak, spadł pierwszy śnieg. Na dłuższą wycieczkę wszyscy się wypięli, więc z A. wzięliśmy siebie, litr herbaty (w termosie), ileś tam rumu (tyle, ile ma piersiówka), kanapki i pojechaliśmy sprawdzić, czy Ślęży nie zasypało.

Otóż nie- stała sobie zachowana, za to nieźle pizgało. Na szczęście okazało się, że tylko na partiach odkrytych- znaczy jak zapieprzaliśmy na przełaj bez poli z pks-u pod górę :-)

Potem było tylko lepiej- śnieg pod nogami, na butach, na nogawkach (to okazało się dość zgubne, ale o tym- potym). Na początku pogoda była średnia. Nie było za zimno, za to chmury dość szczelnie wszystko przykrywały. W pewnym momencie dopadła nasz jakaś zamieć, ale szybko minęła. Na szczęście, bo byliśmy w takim miejscu dla kozic, w którym można było sobie coś złamać, a pomocy znikąd.

W miarę zbliżania się do szczytu pogoda się poprawiała. W końcu wyszło piękne słoneczko i w ogóle było bardzo przyjemnie. Tak sobie raźnym (w moim przypadku) i nieco mniej raźnym, a bardziej zasapanym (w przypadku A., który jednak wykazuje wiele samozaparcia i nie ulega własnym słabościom) dotarliśmy do szczytu i prawie pustego schronu. Tutaj nastąpiła herbata z wkładką i fasolka po bretońsku (13,50 pln!). Jak się okazało było to najdroższe danie jakie zjadłem z mikrofalówki. Na dodatek jedne z mniejszych. No, ale było ciepłe i w ogóle było.

Po wyjściu ze schronu okazało się, że:

A. Słońce schowało się za wyjątkowo paskudnie wyglądającymi chmurami.
B. Robi się późno.
C. A. standardowo leci 300-500 metrów od schronu całkowicie zanieczyścić naturę :-)

Oczywiście potem spadł śnieg, ale nam to nie przeszkadzało i tak w małej snieżycy doszliśmy sobie na przystanek, gdzie okazało się (śnieg na spodniach), że bojówki przymarzły mi do butów :-) Ale w autobusie się ogrzały i odlepiły :-) 

Tak oto zakończyła się miła wycieczka, strat w ludziach nie zanotowano i w ogóle było fajnie :-)

K.

P.S.- Dla tych, którzy mieszkają w pięknym mieście Breslau- Polbus, linia 522 do Sobótki kosztuje szóstaka w jedną stronę.

P.S.2. Zdjęć nie będzie, bo nie. Jak ktoś zna maila i chce obejrzeć to wbijać :-)

Znaczy wróciłem w niedzielę, ale nie chciało mi się pisać. Zresztą- dalej mi się nie chce.

Jak mi się będzie chciało to napiszę, co się działo, a było zacnie :-)

K.

Znaczy jest fajnie. Można jechać w góry.

Co zamierzam też uczynić w dniu jutrzejszym :-)

Jeśli przez tydzień nie pojawi się nowa notka, to znaczy, że to jednak był głupi pomysł :-)

K.

Naprawdę nie wiem jakim cudem on robił banki w wieku 6 lat, ale fakt pozostaje faktem.

Umarł król kasiarzy, wielki aktor, reżyser, nauczyciel.

Ucho od śledzia, Kwinto :-)

K.

Zmarł Janusz Christa, człowiek, dzięki któremu nauczyłem się kochać i doceniać sztukę jaką jest komiks.

Cześć jego pamięci!

K.

P.S. Notka jest nieco spóźniona, ale jak to mawiają Ruskie’s „Łutsze pazdna cziem nikagda”

1. Mimo pięknej pogody wyciąg na Szrenicę jest oczywiście w konserwacji, więc zapomnijcie, że będzie Wam łatwo.

2. Czeskie boudy mogą być pozamykane. Czesi mają, bowiem taki kretyński okres, kiedy nie jest u nich lato ani zima. W tym okresie „konserwują”, co powoduje, iż można znaleźć się w głebokiej dupie i to takiej bez wyjścia.

3. Jak już pisałem wrzątek kosztuje i to ciężkie pieniądze.

4. Kasy KPN były 11. XI nieczynne. I to o godzinie 10 rano.

5. Ceny za klop są zadziwiające. W Domu Śląskim klop kosztuje 1pln albo 20 czk, albo 1 euro :-) Kurs wymiany pozostaje dla mnie zagadką :-)

6. W schronach przestali przyjmować każdego- znaczy nie można już spać na podłodze jadalni i w korytarzach. Jak zabłądzicie, wpadniecie w dupówę, lub coś takiego i dojdziecie do schronu to macie małe szanse, że będziecie mogli tam zostać. Pokoje są zazwyczaj zarezerwowane, a gdzie indziej nie można spać. Pozostaje nosić ze sobą śpiwór i namiot.

K.

Spędziliśmy miło czas w Karkonoszach. Wiało jak chuj, były mgły, chmury, dreszcze i nie wiadomo, co jeszcze. Relacja wkrótce :-)

K.

Napiszę o dwóch popularnych sieciach, bo te bardziej tajemnicze miejsca, są ściśle strzeżoną tajemnicą i, o ile PT czytelnicy nie są zapalonymi „odorowcami” to kupowanie w nich czegokolwiek będzie równało się łowieniu gadżetów. A to nie ma sensu :-)

Pierwsza z sieci to t.zw. „Planet Outdoor”. We Wrocławiu są na pewno dwa (Pasaż Grunwaldzki i CH Korona). Czegoś takiego, jak tam nie widziałem dawno. Najpierw sprzedawca przez 10 minut ignoruje klienta (pasaż), a potem wciska mu taki kit, jakby klient był skończonym idiotą. Rozumiem, że przeciętnego Kowalskiego można w ten sposób (vide casus O., którą chciano w rzeczonym sklepie ubrać w Campusa (sic!), na parametrze 5k/5k (sic2!), za jakieś 450 złotych (sic3!!!). Niestety zdarzają się klienci, którzy cokolwiek qmają, w życiu ze dwa razy zmokli i z raz góry w życiu widzieli, a z takich klientów nie warto robić idiotów, bo sobie pomyślą, to co pomyślą i puszczą opinię o sklepie po znajomych, tudzież w sieć (co czynię). W Koronie było jeszcze gorzej. Jeden ze sprzedawców wyszedł ze sklepu pogadać z kumplem, a pozostałe dwie panny po 10 minutach naszej bytności w sklepie raczyły (nie ruszając zadków z miejsca) zapytać łaskawie, czy w czymś nam nie pomóc. Nie dziękuję, nie skorzystam. Nieważne jak fajny ciuch się przypadkiem pojawi u nich w sklepie.

Druga z sieci to Hi Mountain, który jaką opinię ma, taką ma, ale dla amatorów jest całkiem niezły i potrafię w nim znaleźć parę całkiem interesujących produktów. Porównania sklepów, znajdujących się w tych samych CH, co „Odor” nie ma. Sprzedawcy (poza jedną zagubioną, ale strasznie miła młodą dziewczyną, która chyba dopiero zaczęła tam pracować, więc wybaczamy jej wszystko. Z punktu widzenia subiekta była bez zarzutu. Wiedzy nie miała żadnej, ale się nauczy) pomagają jak mogą, szukają, donoszą, radzą, oceniają i w ogóle są świetni i uprzejmi (przez co moi znajomi zostawili już u nich parę PLN). Dzięki temu O. wyszła z mocno udanym modelem kurtki, do którego na dodatek dostała polarową bluzę za 100 pln (cena rynkowa 269). Oczywiście, że troszkę droższym od Campusa (wyszło łącznie 599), ale o parametrach nieporównywalnych. Nie wspominając o tym, że póki co serwis HM działa bez zarzutu, nawet w przypadku napraw pogwarancyjnych, a Campus reklamacji z definicji nie uwzględnia.

Więc jakbyście mieli zamiar jechać w góry/na deskę/jesteście nienormalni i jeździcie na boazerii/czy coś- to w HM pewnie znajdziecie ciuchy dla siebie.

A jak jesteście kompletnie pieprznięci na punkcie gór to sami wiecie, gdzie macie szukać, co ja Wam będę pisał :-) :-) :-)

K.

Telegram.

Brak komentarzy

Dzisiaj w skrzynce znalazłem awizo telegramu (sic!), do mojego ojca (który od lat tu nie mieszka, ale to inna sprawa).

Nie zdawałem sobie sprawy, że coś takiego jeszcze istnieje. Co więcej, nie zdawałem sobie sprawy, że w XXI wieku ktoś jeszcze może wysłać telegram. Czuje się jakbym cofnął się o dwa wieki w czasie :-)

K.


  • RSS