maccaroni blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2008

Pogoda w Breslau jest mocno listopadowa. Znaczy jest szaro, buro i na dodatek pada. Nic mi się nie chce, a jako, że wczoraj przy okazji wiercenia w domu P. wysiadły mi korzonki to nic nie będę robił.

Przynajmniej do jutra, bo jutro niestety już muszę coś zrobić.

K.

No i dupa.

3 komentarzy

Pamiętacie notkę o softshellu (jak ktoś nie pamięta to KLIK!)? Otóż gwałtowne rozpadnięcie mojego hardshella (przetarcia mankietów, padnięcie ceratki na plecach) wymusiło konieczność, a nie pojawienie się focha, zakupu kurtki. Nie mam zamiaru wydać na ceratę jakiś obłędnych pieniędzy, co jakby ogranicza wybór. Problemem jest też kolor, uparłem się na czarno- czerwoną, co powoduje, że:

1. Mogę kupić ze 3 różne kurtki w Hi Mountain. Niestety wszystkie są z Hydro 10k, a jego parametry są mocno średnie. Szczególnie za te pieniądze, które żąda Hi Mountain.

2. Mogę też kupić Jacka Wilcząskórę, ale w rozsądnych cenach można dostać tylko coś, co przemoknie w ciągu 5 minut.

3. Jest Alvika, która na dodatek jest zajebista, ale mnie nie przekonują napy, które nie są przykryte klapą i jestem pewien, że będę o nie zahaczał wszystkim, czym można zahaczać.

4. Istnieje bardzo fajna słowacka kurtka Storm, tylko przestali ją produkować w wersji czarno- czerwonej.

Murwa kać!!

K.

Nie ma jajek!!

8 komentarzy

Notka jest mocno sentymentalna. Kto z dawnych czasów nie pamięta wycieczek z rodziną, na których nieodmiennie starsi wyciągali z pojemników z prowiantem kiełbasę, ogórki, pomidory i jajka na twardo? 

Teraz czasy się zmieniły. O ile na ostatniej wycieczce A. miał pomidora i kiełbasę, o tyle jajek nie było. Nie było, bo Sto nie wziął. Miał i nie wziął.

I tak zgwałciliśmy słynną, wieloletnią, tradycję polskich wycieczek z jajcami :-)

K.

Góry Sowie.

1 komentarz

Kolejny trip, kolejne nowe miejsce. Tym razem składem (który częściowo robi się stały) odwiedziliśmy Góry Sowie, w celu odbycia lekkiego treku. Znaczy był Sto, O., A. i ja. A. był po raz pierwszy, ale sądząc z tego jaki miał szpej to pewnie nie ostatni.

Najpierw o samych Sowich. Są prościutkie, Nawet jak są jakieś podejścia to tak delikatne, że człowiek się zbytnio spocić nie zdąży. O zdyszeniu nie wspominając. No może jakby próbować biec pod górę to by się dało spocić, ale powiedzmy sobie szczerze- bieganie nie jest normalne :-) Oznakowanie szlaków leży. Znaczy jest przekoszmarne. Widziałem wiele źle oznakowanych szlaków, ale czegoś takiego nie widziałem jeszcze na oczy. Nie wiadomo gdzie się jest, gdzie się ma iść na rozwidleniach nie ma potwórzeń oznakowań i tak dalej. Szlaków też nie ma, bo są rozjechane traktorami i chuj wie, czym jeszcze. W każdym razie duża ich część została skutecznie zamieniona w błotniska. Bez mapy nie wychodź, z mapą i tak można się nieźle zgubić.

A teraz o samej wycieczce. Była niedługa, obejmowała Małą Sowę (na którą podobno weszliśmy. Faktycznie- wyżej nic nie było, ale żadnego oznakowania, że to szczyt nie ma, bo po co), Wielką Sowę, schronisko Eulenbaude, Kozie Siodło (do którego dzięki oznakowaniu nie doszliśmy, sądzę po dłuższemu przyglądaniu się w domu mapie stwierdziłem, że zabrakło nam jakiś 200 metrów. Murwa, na dodatek są jakieś dziwne szlaki, które na mapie są nieoznakowane. No nic, jakoś udało nam się trafić w większość miejsc, w które chcieliśmy, chociaż niekoniecznie mieliśmy przy okazji dwa razy zahaczać o szczyt Wielkiej Sowy.

Parę słów o samym szczycie. Znajduje się na nim niezła miejscówka z licznymi miejscami do palenia ognisk, rusztem (zadaszonym) i słynna wieża widokowa (jedna z wież Bismarcka). Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że w wieży jest sklep z dużym wyborem… piwa. Lekka to wieś, ale jasno pokazuje, jakie są cele włodarzy terenu.

Nie sposób wspomnieć też o schronisku, które jakoby schroniskiem nie jest (ma zasłonięte słowo „schronisko” w nazwie). Można w nim zjeść bigos (z mikrofalówki), o którym A. powiedział, że jego zaletą jest to, że jest gorący. Można zjeść kiełbasę z wody, podaną z całkiem niedobrą musztardą (pewnie jest tania, na dodatek jest w niej więcej octu niż gorczycy). Można się napić piwa, herbaty, kawy, zjeść jakiś barszcz i rosół (pewnie z torebki), zapiekankę, czy jakiś chleb ze smalcem.

Wycieczka była udana, może poza tym, że szlaki są tragicznie oznaczone. Nie padało, nie było mgły, wiało średnio. Było fajnie :-)

K.

Ostatnio, w związku z coraz częstszymi wyjazdami w góry, postanowiłem zaopatrzyć się w coś lżejszego od typowych kurtek membranowych, które może i są świetnie wodoodporne, ale jakby nieszczególnie pomagają odprowadzać pot i w ogóle oddychać.

Po lekturze paru forów i podejrzeniu młodych Czechów zdecydowałem się na tzw. softshell bezmembranowy, czyli softshell prawdziwy.

Dzisiaj, przy okazji załatwiania całkiem innych rzeczy, zajrzałem do paru górskich sklepów. Znalazłem nawet jedną interesującą kurtkę, firmy tak znanej, że proszę siadać. Przy okazji była ona w dobrej cenie. Zacząłem przymierzać i jaki efekt?? W L-kę nie wchodzę, bo jest za wąska w ramionach. XL jest dobra w ramionach, za to rękawy sięgają mi do połowy uda, przy okazji kurtka jest nieco przykrótka.

Sprzedawca podaje mi XXL. To dopiero było ciekawe :-) Rękawy co kolan, bary na jakiegoś Szwarcenegera :-), za to długość dobra.

Zastanawiam się czy jestem taki niewymiarowy, czy po prostu rozmiarówka tej baaardzo znanej firmy jest jakaś popieprzona.

K.

Ostatnio Złote Przeboje częstują mnie reklamą na poziomie „Każde zdjęcie nogi z gazu powoduje skrócenie drogi hamowania” czy podobną bzdurą.

Ja mam inną akcję- „Każdy wyczynowy układ hamulcowy powoduje znaczne zredukowanie drogi hamowania”. Instalując za kilkanaście tysięcy złotych wyczynowy układ Brembo/Alcon/AP Racing/Endless czy podobne możesz spokojnie przyśpieszyć, a Twoja droga hamowania i tak będzie krótsza.

Ale tego w radiu pewnie nie puszczą :-)

 

K.

Mam dość.

2 komentarzy

1. Prezydenta Kaczyńskiego, który nie rozumie, że politykę zagraniczną w myśl konstytucji prowadzi rząd.

2. Premiera Tuska, który nie wie, że głupszemu trzeba ustąpić, a nie babrać się z nim w gównie.

3. Ogólnie polskiej polityki, do tego stopnia, że nie chce mi się o niej pisać i nie będę.

4. Nie wiem czego jeszcze, ale jak się dowiem, to napiszę.

 

K.

Za mało się starasz.

1 komentarz

Tak powinien Ci powiedzieć gość dla którego coś robiłeś cąła noc żeby skończyć na rano. Przynajmniej w/g Billy’ego Lane. Problem pojawia się jeśli coś skończysz (jak ja) nie kładąc się prawie spać, a potem dowiadujesz, że projekt jednak nie jest na rano, tylko na następny dzień.

Takie sytuacje nieodmiennie powodują u mnie pojawienie się piany na ustach.

 

K.

Dzisiaj usłyszałem o wymianie torów w okolicach starego Parku Wschodniego i tak sobie pomyślałem, że dlaczego ktoś stawia fallusa na miejscu oryginalnej fontanny do projektu Berga (która na dodatek była sprawna), zamiast rewitalizować urządzenia i ciągi wodne w przepięknym Parku Wschodnim.

Może mi ktoś to wyjaśnić??

K.

Za każdym razem, kiedy czytam, że Dupkiewicz może startować na prezydenta RP. Jedno jest raczej pewne- w tym kraju powstanie wiele fallicznych fontann ku czci i oczojebaniu Dupkiewicza.

Jedna taka powstaje we Wrocławiu, ta za 30 dużych baniek PLN. Drobnostka prawda?? Dla porównania, system inteligentnego sterowania ruchem na 160 ze 180 ważnych skrzyżowań we Wrocławiu ma kosztować 88 milionów złotych.

Ja się więc pytam- co to kurwa ma być za fallus ta fontanna za 30 milionów i po kiego grzyba ona jest potrzebna??

Drogi są dziurawe, korki takie, że można książkę w nich przeczytać. Rewitalizacja Breslau leży, a ten se, kurwa, fontanny wymyśla.

Dlatego tytuł tej notki jest taki, a nie inny.

K.


  • RSS