maccaroni blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2008

Perwersje żywieniowe psa zakończyły się w sposób mało fajny. Zjedzona skarpetka zapchała jelito na amen i potrzebna była operacja.

Teraz Opla Corsę czeka rehabilitacja.

K.

Dzisiaj z radosną nowiną wpadł Sto, zwany poprzednio G. Otóż pies naszej wspólnej sąsiadki zjada jej majtki.

Kurna, perwersja jednak nie ma granic :-D

K.

Syf maksymalny.

1 komentarz

W swojej karierze „komputronaprawiacza” widziałem już różne syfy, ale dzisiaj zobaczyłem (przy okazji transplantacji scalaka a jednej katedry do drugiej) coś, co przerosło moje najśmielsze wyobrażenia.

Flopp był zalany czymś lepkim i coś w nim wyrosło. Z obudowy wypadały jakieś czarne kawałki czegoś tłustego, a jeden z napędów optycznych się przylepił do obudowy.

Jak można być taką fleją??

K.

Wczoraj byliśmy „mocną” grupą na bilardzie. Mocną, bo pięcioosobową (4 chłopa und eine kobieta). Tajemnicą poliszynela było to, że grać umiała jedna osoba. Nie byłem to oczywiście ja.

Wrocławski klub Fuga Mundi powitał nas miłą atmosferą i miejscem w salce dla niepalących (uff- w środę minęło 5 miechów bez fajki i dym zaczyna mnie strasznie wkurzać). Przyszliśmy, wzięliśmy kije i zaczęliśmy. No właśnie, przecież nie grać, bo tego nikt nie umiał.

Byłem w drużynie z jedyną osobą, która umiała, przez co wygraliśmy all but one gry. Nieszczególnie pomogłem w tej wygranej, więc starałem się po prostu nie przeszkadzać. Nawet mi wychodziło, na moje szczęście.

Każdemu z nas udało się coś wbić, większości całkowitym fuksem. Ja uznałem, że moim szczególnym osiągnięciem było trafienie pod koniec gry w tę bilę, w którą planowałem. Przedtem bywało różnie :-)

Po wyjściu z klubu uznaliśmy, że należy coś zjeść. Oczywiście w kultowej knyszodajni pod Kredką i Ołówkiem. Jedna osoba z brygady, znaczy mój wielki kumpel G. dostał knyszę jakby większą od innych i coś nie mógł jej zjeść.

Zawinął więc resztę w folię i zamiast ją wywalić jak człowiek ubzdurał sobie (pewnie na fali gry Reedem Team), że rzuci do kontenera na śmieci niczym Carmelo Anthony swoje seryjne trójki.

Z tym, że Carmelo Anthony jest zawodowym koszykarzem, a nie nieco podchmielonym grafikiem komputerowym. Dość powiedzieć, że knysza (jej pozostała 1/3) w locie zamieniła się w pocisk rozpryskowy, a my się spod knyszodajni ewakuowaliśmy. W tempie mocno przyśpieszonym :-)

Wieczór zakończył się podwiezieniem nas do domu przez Ł. Po tej jeździe przestałem się dziwić, że ma 20 pkt. karnych :-)

K.

Z nieba ciągle ostatnio coś się leje (wróć- akurat jest przerwa). Dzisiaj pojechałem do dziadka wyposażony w wielki parasol. Zauważyłem przy tym ciekawą rzecz. Ludzie nie noszą parasoli. Jedna z polskich skrajności. Po co komu parasol, ja nie lubię parasola i tym podobne. Pewnie wolą zapalenie płuc, ale to już ich sprawa.

Na szczęście widać, że coraz więcej młodych ludzi przekonuje się do składanych parasoli (także mężczyźni!), ale raczej wygląda na to, że są to studenci. A jak wiadomo chory student, to student w łóżku, a nie na bibie. A to zło.

Macho nie noszą parasoli. Za to potem noszą pewnie 3 swetry i pudełko chusteczek ze sobą.

K.

Kwaczysta poleciał do Gruzji. Jakaż to zmiana! Ostatnio nie było go na uroczystości bo padał deszcz. Ciekawe, co spowodowało w nim tak wielką zmianę?

Ja naprawdę mam nadzieje, że wkurwione ruskie nie zestrzelą tego samolotu. Nie żeby mi było żal kwaczysty, ale szkoda mi innych głów państwa, które tymże samolotem lecą :-)

K.

Dzwoni do mnie ten sam właściciel Hondy i mówi „silnik mi się zagotował”. Mówię mu „sprawdź płyn w naczyniu wyrównawczym”. Cisza, a potem pytanie, co to jest. Umarłem. Próbowałem tłumaczyć, że to taki duży zbiornik, na którym nie jest napisane „power steering”, ale miał wyjątkowe problemy ze zrozumieniem.

Na koniec horroru dowiedziałem się, że chłodnica nie ma korka, ma tylko jakąś zakrętkę z napisanem „do not open when hot”.

Dajcie mi ostry nóż!!

 

K.

Inaczej nie da się nazwać mojego kolegi. Dzisiaj dzwonił i stwierdził, że niezbyt wie jak odczytać poziom oliwy w silniku. Powiedziałem mu. Za chwilę zadzwonił i powiedział, że nie może odczytać, bo bagnet jest zaolejony. Cierpliwie mu wytłumaczyłem, że ma go przetrzeć i sprawdzić jeszcze raz. Tym razem mu się udało.

Zdawało mi się, Misko zresztą też, że tego się uczy na kursach prawa jazdy, ale może mi się tylko zdawało??

K.

Widziałem już miliard opinii o śmierci profesora Geremka. Łącznie ze spiskiem i zamachem na jego życie. Zastanawia mnie tylko jedno. Dlaczego nikt nie napisze, iż:

Samochód nie był mocno uszkodzony, owszem był otwarty jak puszka, bo straż pasjami uwielbia ciąć, ale na zdjęciach widać, iż konsola jest cała i nieprzesunięta. Podobnie kolumna kierownicza.

Skąd, więc u profesora Geremka liczne obrażenia wielonarządowe w tym ciężkie obrażenia czaszki??

Wytłumaczenie jest tylko jedno. Rozmawiałem z kilkunastoma byłymi kolegami z automobilklubu, rzeczoznawcami, mechanikami i różnymi kierowcami sportowymi.

Wszyscy mówimy jednym głosem- takie obrażenia są możliwe tylko w jednym przypadku- jeśli petent nie ma zapiętych pasów i na dodatek mocno walnie głową w prawie pancerną klejoną przednią szybę.

Wychodzi, że jednak trzeba zapinać pasy.

K.

Ostatnie imprezy plenerowe to same straty. Historię siekiery już znacie. Na ostatniej natomiast zginęła moja komórka (przez własną nieudolność), na szczęście mój zią ją znalazł. Zginęła też flaszka wina, co jest o tyle dziwne, że jestem przekonany, iż dałem ją Misko do łapy, a ten pakował ją do torby.

Sprawa jako żywo kwalifikuje się do archiwum X.

K.


  • RSS