maccaroni blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2008

Pierdolona gazownia mnie wykończy. Zastanowiła mnie wysokość rachunków (szczególnie zużycie prognozowane), więc poprosiłem o rozpiskę. Dostałem ją i co tam czytam??

W roku 2007 zużyłem 136 metrów gazu (całkiem sporo, ale u nas akurat się ogromnie dużo gotuje). Wychodzi 11.3 metra na miesiąc. Rozumiem, że zużycie prognozowane może się zwiększyć, ale jakim cudem o 103%? Tyle mi bowiem wyliczono. Ktoś założył, że garkuchnię otworzę?? Albo może, że kogoś będę gazował??

Właśnie sprawdziłem licznik. Wychodzi mi miesięczne zużycie 13.28 metra sześciennego gazu. 

Troszkę to odległe od pobożnych życzeń państwa z gazowni, prawda??

K.

Dwoje moich znajomych robiło ognisko połączone z grillem. W plenerze, znaczy na wrocławskiej wyspie Opatowickiej. Dobrze, że jest tak stara, poniemiecka muszla koncertowa. Dobrze, bo jak pierdolnęło to nic nie było widać. Ale przecież nie miało padać, przynajmniej tak twierdziła solenizantka (a mówiłem żeby jej nie wierzyć??).

W związku z urwaniem chmury wszystkie osoby, które przyszły po „deszczyku” miały przejebane. Błoto zrobiło się takie, że panny (w japonkach, a jakże :-D) zapadały się po kostki. Zajebisty pomysł z tymi japonkami. Abstrahując od deszczu to najlepsze buty zapobiegające ukąszeniu komara.

Sama impreza zapowiadała się fajnie poza tym, że:

A. Drewna prawie nie było. Panie poszły szukać i wróciły z paroma gałęziami.
B. Grilla też nie było, bo inne panie miały przynieść, ale jakoś (dlaczego mnie to nie dziwi??) nie przyniosły.

Ja z kumplem wieszaliśmy w tym czasie lampiony zrobione z pudełek po butach i bibuły. Znaczy robiliśmy pracę na wysokości. Całkiem ładnie to wyszło. Chyba nawet są jakieś zdjęcia. Potem kumpel pojechał do domu na rowerze i wrócił (przed burzą), z wielkim worem drewna ukradzionym z własnej piwnicy. Było, chociaż co palić na ognisku.

Impreza się rozkręcała, przy okazji rozkręcały się też dwie inne. Na jednej mieli grilla, co pozwoliło kumplowi usmażyć mięsko, które zabrał, bo miał być grill. Oczywiście za łapówkę w wysokości połowy rzeczonego mięsa. Interes życia.

W miarę zużywania przez młodzież (kurwa, oczywiście okazało się, że jesteśmy z kumplem najstarsi) alkoholu sytuacja robiła się coraz dziwniejsza. Solenizantka nie miała dla nas czasu, więc staliśmy z naszą sąsiadką i gadaliśmy o fotografii. Cały wieczór i kawałek nocy.

Pod koniec mojej bytności na imprezie skapnąłem się, że w ognisku, do którego nie było już, co dorzucać (miał być przecież grill) leży siekiera kumpla. Wyjąłem ją. Była mocno nadpalona, ale ostrze było ok. Kurwa, najebane dzieci nie patrzą, co palą??

Tutaj zauważam pewną manierę- ostatnio modne jest picie piwa pomieszanego z wódą i do tego jaranie dowolnej ilości fajek. Kończy się to dość tragicznie.

Zdegustowani tym poszliśmy z sąsiadką do domu. A raczej pojechaliśmy, bo błoto było takie śliskie, że można było po nim jechać niczym po lodzie. Buty wyglądały jak wyjdź stąd, a trzeba przyznać, że oboje byliśmy trzeźwi, wybieraliśmy najmniej ubłocone miejsca i na dodatek doświetlaliśmy sobie drogę komórkami :-)

K.

P.S. Niedawno dowiedziałem się, że kumpel wracając na rowerze wyjebał się, wbił kierownicę w żebra i zgubił resztę siekiery. Ja się posikam ze śmiechu :-) :-) :-)

Przypomniało mi się, że Idiomka pisała, iż jej net z plusa jest wolny i niestabilny. No cóż, mam sam pewne doświadczenia, które sprawiają, że nie wierzę reklamom.

W teorii działa to tak: Jeśli jest dobry zasięg to net ma mieć prędkość 666 Mb/s. Niestety prawda jest nieco inna. Żeby nie powiedzieć całkiem inna.

1. Plus- z plusem mam największy problem, bo prawie nikt ze znajomych go nie ma. Idiomka narzeka. Jak ktoś ma net z plusa to proszę o opinie.

2. Era. Tutaj opini znam aż za dużo. D., żona P. ma taki służbowy. Mimo, że zasięg w jej domu jest potencjalnie idealny (przyjamniej tak pokazuje mój telefon, do niej trudno się dodzwonić, ale ona ma Nokię :-D) to net nie działa. Nie może znaleźć zasięgu. Śmiałem się kiedyś, że trzeba pogłaskać i powiedzieć czule do laptopa. Wykonałem nawet odpowiednie czynności i zadziałało (i to ze trzy razy :-D)! Teraz D. dzwoni do mnie za każdym razem kiedy potrzebuje coś ważnego napisać, bo serwer jej firmy dopuszcza tylko IP z jej netu komórkowego. Paranoja. Drugiem petentem jest mój kumpel, któremu net przestał działać. Tak po prostu. Usługa aktywna, modem sprawny, sterowniki prawidłowo zainstalowane, komp odwirusowany, porty na FW odblokowane. A on nie działa. Nie wiadomo dlaczego. Tak ma. Opinie zasłyszane są podobne.

3. Orange, to jest jajo stulecia. Znana jest historia pana z infolinii, który zaproponował odłączenie lodówki, bo może wywoływać zaburzenia pola elektromagnetycznego i zaburzać pracę modemu (sic!). Poza tym Orange jest chyba rekordzistką pod względem awarii „coś się stało, ale nikt nie wie co. Jak zadziała to będzie działało, a w ogóle to najlepiej niech Pan się przeprowadzi”.

Jak widać w wielkim mieście Breslau net komórkowy to jawna kpina. Droga i działająca kiepsko. Ciekawe jak to działa w innych miejscach.

To napisałem ja, z netu kablowego :-)

K.

Cukiernik?

1 komentarz

Mam taką sytuację, że trójka moich znajomych ma urodziny w przeciągu dwóch dni. Jedna osoba później o jeden dzień, pozostałe dwie w ten sam. Dwie z nich się znają i postanowiły zrobić wspólną imprezę. Odbieram komórkę:

-Cześć, Makaroniarz, impreza w piątek… bla, bla, bla…. wiesz mamy prośbę. Tylko Ty umiesz gotować- upiecz dwa torty, dobrze??

Kurwa!! Ja umiem gotować, a nie piec. Jak ma coś upiec to idę do cukierni i zamawiam gotowe.

Oczywiście powiedziałem im powyższe i stwierdziłem, że mogę, co najwyżej przynieść flaszkę.

K.

Już myślałem, że mam spokój i w tym roku ominęły mnie problemy wynikające z alergii na pyłki wszystkiego. Wychodzi mi jednak, że nie. Jak inaczej wytłumaczyć, że od rana oczy mnie bolą tak, że mam ochotę je wyjąć i włożyć do szklanki z wodą?

K.

Gerber.

2 komentarzy

Gerber to taki gość, który wziął swoje przezwisko od pewnego stylu jazdy. Otóż kiedyś jechaliśmy samochodem z kolegą i przed nami jechał dziadek w kapeluszu, Passatem. Na tylnym siedzeniu Passata leżał wielki bukiet gerber. Dziadek jechał 20 na godzinę powodując korek na 2 kilometry. Nie było jak go wyprzedzić, bo drugim pasem jechały auta w przeciwnym kierunku. Stąd takich petentów określamy jako gerber.

Wczoraj przydarzyła mi się taka osoba płci przeciwnej. Szedłem sobie ze spaceru do domu i co się objawiło? Stałem z opadniętą szczęką i nie wierzyłem własnym oczom. Jedzie jakiś stary babon Lanosem. Środkiem drogi. Na skrzyżowaniu równorzędnym facet z pierwszeństwem nie jest w stanie skręcić, bo musiałby przejechać przez stary słup wysokiego napięcia i płot posesji. Baba skutecznie zablokowała ¾ jezdni. Skręca. Dobrze, że na drodze, która była w jej przypadku podporządkowana nikt nie czekał na wolny przejazd, bo ścięła tak, że nichuya nie było szans, żeby ominęła. Ale to nie koniec- jechała na jedynce! Poważnie- piłowała Lanosa do odcięcia, ale biegu nie zmieniła. Cudnie- gerbera normalnie :-)

Do tej pory nie wierzyłem w historię z jednego wrocławskiego polmozbytu. Pani kupuje Małego Fiata i dostaje informacje „Proszę Pani, na jedynce maksimum 30”. No i baba wyjechała z polmozbytu i przejechała 30 kilometrów na pierwszym biegu, przy okazji zacierając silnik.

Teraz już w tę historię wierzę. Zastanawiam się tylko czy to ta sama baba? :-) :-) :-)

K.

Nie będzie to notka o świetnej skądinąd ksiażce Marka Krajewskiego. Będzie to notka o totumfackich Dupkiewicza, którzy szykują kolejny horror. Zamykają pół Mostu Grunwaldzkiego.

Życzę powodzenia wszystkim pojebanym właścicielom samochodów, którzy się oczywiście nie przesiądą. I proszę mi tu nie pieprzyć, że tramwaje są przepełnione. Obserwacja własna- piątek, godzina 18.10. Korek do Placu Grunwaldzkiego od Chełmońskiego (jak ktoś nie jest z Wrocławia to może sobie sprawdzić, na dowolnej mapie w sieci, jaka to odległość). Kierowcy kurwią i stoją. Obok jedzie tramwaj- jeden, drugi, trzeci. W każdym parę wolnych miejsc siedzących, o stojących nie wspominając.

Ciekawe, kiedy motłoch nauczy się, że komunikacja miejska jest najlepszym sposobem dotarcia do pracy o ile nie pracuje się na jakimś wypizdowie wielkim?

K.

Wychodzi na to, że Wrocław wydał wojnę budkom jako niepotrzebnym. Fakt automaty telefoniczne są mocno niepotrzebne, bo nikt z nich nie dzwoni. Ale nie budki! Zamknięte budki (bez automatów) służą często do dzwonienia z komórki. Jest ciszej- nie wieje, nie dochodzi większość gwaru z ulicy. Można spokojnie porozmawiać. Nie mówiąc o tym, że taka budka świetnie pomaga w czasie burzy- można się w niej schować :-)

Wynika więc, że budki powinny zostać- ale tylko te zamknięte i koniecznie bez telefonów. Bo po cholerę w nich one?? ;-)

K.

WP dzisiaj napisała, że autobusy w Warszawie to prawdziwe trupy. Cóż za nius :-) Jakby mi nie napisali to bym nie wiedział :-)

Przypomniała mi się sytuacja z Warszawy. Jedziemy z kumplem na Pragę. Kumpel, obecnie mieszkaniec stolycy mówi:

„Chodź na przód, tam są takie dziury od rdzy, że będziemy mieli przewiew lepszy niż klima”.

I wiecie co?? Miał cholerną rację :-)

K.

Dzisiaj mieliśmy spotkanie w sprawie kolejnej edycji pewnego konkursu, który odbywał się (z przerwami na stan wojenny) przez ostatnie trzy dekady. Niestety wyszło, że zupełnie nie mamy pomysłu na kolejną edycję.

Ciekawe, co będzie dalej :-)

K.


  • RSS