maccaroni blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2008

Casus Mysony.

1 komentarz

Arkadiusz Mysona prezentuje koszulkę z wiadomym napisem (jak ktoś nie wie, to niech sobie sprawdzi w google). Twierdzi, że nie wie, co było na niej napisane. Wydaje mi się idiotycznym stwierdzenie, iż piłkarz lekcesobieważy własną opinię i zakłada coś, o czym nie na zielonego pojęcia, czym to jest.

Mysona zapewne wiedział, co zakłada. Smutne jest to, że w Polsce nikt nie zdecyduje się go wykopać na zawsze ze sportu, który uprawia, a to jest jedyne słuszne rozwiązanie. Żadne tam dyskwalifikacje czy kary finansowe. Ale nie ma u nas kultury temperowania takich kretynów.

Przypomina mi się podobna sprawa z pewnym zawodnikiem z pucharu Kia Picanto. Zawodnik ten, złapany z silnikiem 1.1 twierdził, że kupił silnik na Allegro i nie wiedział, że to 1.1 (analfabeta??). Nie wiedział też jak go dostał i jak instalowali go jego mechanicy (też analfabeci??). Dlaczego?? Ano na tym silniku jest jak wół wielkimi literami wybite, co to za jednostka napędowa.

Oczywiście jest to przewinienie mniejsze niż to Mysony. Zawodnik ów walił tylko rywali w rogi, a nie obrażał cały naród. Dlatego Mysona powinien zostać wyrzucony na margines społeczeństwa i miejmy nadzieję, że tak się stanie.

K.

A mówił stary pijak:

Nie mieszaj szampana, piwa i czystej.

Mam, co chciałem. Ciekawe jak ja pójdę na rower?? :-)

K.

Pamiętacie sytuację z zadkiem i jego ciężkim bólem?? Dzisiaj znowu byłem na rowerze. Tym pierwszym, dzięki któremu miałem siniaki na udach. I co?? Ani mnie zadek nie boli, ani siniaków nie mam. Dupa się hartuje, nic innego! :-)

Dzisiaj nieco obawiałem się wycieczki. Po wczorajszych numerach okołowódkowych boli mnie strasznie biodro i słabo chodzę.

Na szczęście okazało się, że biodro jest mało ważne i przy jeździe nie bolało. Kolano, o które się najbardziej boję też daje radę.

Jest dobrze, może być tylko lepiej. Kumpel stwierdził, że jak dalej będę z nimi tak często jeździł to zostanie mi koło września 80 kilo na wadze…. Marzenia :-)

K.

Dupny problem.

Już wiem, czego nie lubię w rowerze, którym jechałem wczoraj. Miał strasznie niewygodne siodło, które spowodowało u mnie ciężki ból zadka. Wczoraj prawie nie byłem w stanie siedzieć i najlepszym rozwiązaniem było leżenia na boku. Dzisiaj jest już lepiej, ale dupa mnie dalej boli.

A śmiejcie się do woli :-) :-) :-)

K.

Dzisiaj byłem na rowerze, tym razem sam. Postawiłem sobie ambitne zadanie przejechania konkretnej trasy. Tym razem rytmowo (około 90 obrotów korby na minutę). Przejechałem, a raczej pod koniec przeczołgałem się.

Po pierwsze, jechałem na kozie z jednym biegiem, co nie było fajne na podjazdach. Po drugie, wiał wiatr w gębę. Jak dojechałem do punktu, w którym miałem zmienić kierunek, byłem bardzo zadowolony. Ale nie. Wiatr zmienił kierunek razem ze mną. Przestał wiać jak już byłem na prostej do domu. Jakieś ostatnie 500 metrów :-)

Za to byłem najszybszym koziarzem i wyprzedzali mnie tylko prosi na rowerach za ogromne pieniądze i nogami jak słupy. Fajnie wyglądali pseudo- kolarze, których wyprzedzał stary, gruby gość na kozie.

Dobrze, że nie wiedzieli, że mój mózg przesyła tylko jedną myśl- „kręć, kręć, kręć” do nóg, które palą żywym ogniem. O resztkach płuc i sercu (puls jakieś 140), które pompowały wszystko, co mogły do ud nie wspomnę :-)

Teraz pali mnie gęba, ale to raczej od słońca, które waliło mi prosto w oczy. Pewnie niedługo opalą mi się okulary przeciwsłoneczne :-)

K.

P.S. Warto wyjaśnić skąd ten tytuł. Kiedy jeździłem w połowie lat 90-tych wszystko było trudno dostępne. Kupowało się, więc jakieś zrzyny. Ja miałem fajną (druga sztuka we Wrocławiu) kierownicę zjazdową. Była (a raczej jest, bo jest niezajebywalna i tylko ona została po poprzednim rowerze) świetna. Nic jej nie dorównuje. Więc narzekam na wszystkie inne kierownice :-)

Czy mnie to dziwi?? Ależ nie! Przykład z mojego własnego życia. Wczoraj puka ktoś do drzwi. Otwieram, a tam krawężnik. Przestawia się „taki i taki, jestem dzielnicowym, przyszedłem na wywiad środowiskowy…” Nie dokończył. Przerwałem mu i zapytałem czy chodzi o „X” (tak go umownie nazwijmy). To jeden z sąsiadów, który od kilkunastu lat mieszka w Niemczech.

Mówię „Panie, jesteś Pan trzecim dzielnicowym, którego pamiętam i jako trzeciemu mówię Panu, że gość mieszka w Niemczech”. Pan policmajster strasznie się zdziwił. Nie dziwię mu się, poprzedni twierdzili, że „X” widziano i mieszka we Wrocławiu. Pewnie, a Yeti też widziano i mieszka w Himalajach.

Zastanawiające jest to, że w GB łapią polskich przestępców szczególnie po wejściu do UE. A „X” jak był poszukiwany tak jest dalej. Chyba chłop niewiele sobie z tego robi, gdyż dwa tygodnie temu faktycznie był we Wrocławiu, o czym nie omieszkałem poinformować dzielnicowego :-)

K.

Próbowałem sobie obejrzeć film, na którym Amy Winehouse pali crack. Dowiedziałem się, że scena jest drastyczna i zawiera treści dozwolone od lat 18.

Pytam więc, co jest drastycznego w paleniu cracku i czy polski kodeks karny warunkuje, iż palenie cracku jest dozwolone od lat 18??

To jakiś zupełny idiotyzm! Właśnie takie filmy powinna oglądać młodzież, może wtedy nie ruszy tego gówna.

K.

Wycieczka.

6 komentarzy

 Wczoraj pojechaliśmy na wycieczkę. Łącznie 5 godzin pedałowania z małymi przerwami na zdjęcia.

Efekt?? Wróciliśmy do domu o 18. O 20 poszedłem oglądać film. Ale mi się dobrze spało :-) :-) :-)

Poza tym perturbacji nie było. Nie dostałem tego roweru, co ostatnio. Dupa mnie więc nie boli od siodełka. Żadnych innych siniaków też nie mam.

Za to postanowiłem sobie kupić rower. Ma ktoś wolne 7 tysięcy?? :-) :-) :-)

K.

Kolega chce sobie kupić pierwszy samochód. Jest młodym (znacznie młodszym ode mnie) właścicielem małej firmy i musi mieć samochód.

Wybór padł na Hondę Civic 5d z około 1995 roku (nie starszą). Oglądaliśmy już jakieś (poprosił mnie i jeszcze jednego kumpla o pomoc).

Pierwsza sztuka była z Bielawy. Jak określił właściciel igła!

Faktycznie, miała bity tylko przód, tył, boki (oba), dach i oba przednie błotniki. Poza tym igła! Nie mówiąc o tym, że ciekła spod wszelkich możliwych uszczelek poza klawiaturą. Dawno nie widziałem tak nieudolnego lakierowania. Myślałem, że szpachlowanie też jest nieudolne. Aż do dzisiejszego poranka…

… Dzisiaj była srebrna. Walona wszędzie, miała robioną nawet ściankę ogniową…. Silnik, co prawda, nie ciekł, ale za to chodził cokolwiek nierówno. Nie mówiąc o tym, że tył był tak pofalowany, że tylne koła stały w zupełnie innej pozycji. Podziwiam kolesia od zbieżności, który ustawił to tak, że jeździło prosto. Może dodam, co było wymienione- zderzak przedni, drzwi prawe tylne, cały lewy bok (dość nieudolnie zresztą). Dodatkowo nie pasował prawy blotnik, lewe przednie drzwi, szyberdach, tylna klapa, mocowanie prawego Macphersona było przesunięte. cała podłoga bagażnika też. Dalej mi się wymieniać nie chce. Podziwiam też kolesia, który szlifował szpachlę. Jak można zapomnieć o wyszlifowaniu łącznie z dwóch metrów bieżących materiału??

Inna sprawa, że gość od tej pierwszej zarzekał się, że nic nie wiedział. Więc albo go ktoś zrobił maksymalnie w bambuko, albo był świetnym aktorem. Chociaż mógł być po prostu idiotą. Auto sprowadzał sam na kołach, ale Tüv-u nie miał. Tablic celnych też nie. Ten dzisiaj nie próbował nawet ukrywać, że auto jest w stanie średnim (nominacja za eufemizm roku).

Rozumiem, że 13 letnie auto bezwypadkowe jest rzadsze od Fenixa. Nawet jak się jest świetnym kierowcą to ktoś może wjechać w dupę, czy wyjechać z podporządkowanej. Ale, kurwa! Walone z wszystkich stron, albo po dachowaniu gdzieś na zachodzie??

K.

P.S. Pierwszy dostaje nominację za bełkot roku. Na prawy przedni błotnik spadł mu rower, a na lewy szafka, buhahahahahaka!!

Nie wytrzymam.

Muszę napisać o tym dziele sztuki inżynierskiej, na którym jechałem. Miał on przedziwne cechy, chociaż niedokręcone śruby to akurat bardziej zasługa użytkownika (ów).

Na pierwszy rzut oka trzeba powiedzieć o kierownicy, która się ruszała. Znaczy można sobie było zmienić jej geometrię góra- dół. Nie razem ze sztycą, ale w osi sztycy. Fajno, jak się człowiek rozpędzał to mógł sobie zrobić pozycję rajdową. Troszkę głupiej było jak się zwijała na jakiejś przeszkodzie, bo można sobie było skręcić pysk, ale jakoś przeżyłem.

Kierownica była jakoś tak dziwnie wygięta do tyłu jak na starych hadecjach. Wyglądała zupełnie podobnie jak ta. Z tym, że rączki były prostopadłe do ramy. Jakoś nie mogłem się do tego przyzwyczaić i nie do końca mi się to udało.

Ruszało się też siodełko. Nie góra- dół. To byłoby zbyt proste. Ono się ruszało prawo- lewo. W czasie jazdy można było skorygować położenie względem osi ramy. Na szczęście.

Na dodatek rower miał 6 (słownie sześć) przełożeń z tyłu. Z przodu miał jedno, co powodowało, że łańcuch łapał piękne wykrzyżowanie na najwyższym przełożeniu. Cudownie, a mnie uczono, że takie przekaszanie ma zabójczy wpływ na trwałość łańcucha…

Do tego wszystkiego w rowerze zainstalowano spowalniacze zamiast hamulców no i wspomniane wcześniej wielkie skórzane siodło.

Ale poza tym jest pięknie :-)

K.


  • RSS