maccaroni blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2008

Albo uważa, że jego przyszli i obecni abonenci biznesowi są idiotami.

Jem sobie spokojnie obiad. Atakuje mnie reklama plusa. Jakaś tam Nokia (już jestem na nie). Gość nawija- z długo trzymającą baterią (mnie to lotto, ja mam Samsunga, a to jednoznacznie uniemożliwia posiadanie długo trzymającej baterii. Co mnie nie przeszkadza). Nawija dalej- bezpośredni dostęp do maila. Aha- czyli Windows mobile albo inny crap (czytaj Symbian), który umożliwi skuteczne namierzanie i czytanie wszystkiego, co masz w telefonie.

Ale potem pobili wszystko! Dostęp do kalendarza. Kurwa! Naprawdę chyba tylko mój pierwszy telefon nie miał kalendarza, a tylko drugi nie miał plannera. Wszystkie pozostałe mają. Więc gdzie tu wielka nowość??

Pozostaje tylko pójść do tych wyprz- kubalowców i zapytać „Yo Man, Que pasa?” :-)

K.

Zmiany.

12 komentarzy

Zmiany i zmiany. W tenisie się zmienia. Australian Open wygrał Djoković zamiast Federera. Wygrała też Szarapowa zamiast Henin. Ale nie o tym miało być.

W pogodzie też zmiany, niekoniecznie na lepsze. W piątek w nocy mieliśmy na przykład burzę pod koniec stycznia. Fajno jest w Breslau, ale pewnie nie tylko w Breslau. W sobotę i niedzielę pizgało, rzucało deszczem i w ogóle nie było fajnie. A dzisiaj cisza i świeci słońce. Al i nie o tym miało być.

Zasadniczo jest problem. Bo nie pamiętam, o czym miało być. Wymyśliłem fajną notkę jak słuchałem w łóżku muzyki dzisiaj w nocy. Nie chciało mi się jednak wstać, włączyć kompa i jej napisać. No i teraz mam!

K.

Federer dead!

Novak Djoković pokonał w trzech setach (do 5, do 3 i w tie-breaku trzeciego seta) Rogera Federera!

Finał Djoković- Tsonga!

K.

Wojsko podało, że system ILS (czyli wspomagania lądowania w warunkach ograniczonej/braku widoczności) nie działał, bo nie został certyfikowany.

Jako, że wiem, iż ILS W Mirosławcu jest zamontowany od ponad dwóch lat i przez ten czas zdążył się pierdyliard razy zepsuć, to pytam. Jakim cudem przez dwa lata nie udało się uzyskać certyfikatu. Ktoś w ogóle próbował??

K.

P.S. Z tą katastrofą to są coraz większe jaja. Może się skończyć niezłym skandalem. Zresztą, dla ludzi z branży to już jest niezły skandal.

To taki pocieszny Francuz, który obecnie jest numerem 38 w rankingu ATP.

Znaczy był, bo po Australian Open pewnie będzie znacznie wyżej. Najpierw wypieprzył z turnieju Murray’a, potem Gasqueta, a jeszcze później niejakiego Michaiła Jużnego.

W końcu nadszedł półfinał i Rafa Nadal (jakby ktoś nie wiedział to taki Hiszpan, którego bardzo nie lubię i na dodatek światowy numer 2). Tutaj miało przestać być śmiesznie, chociaż Mats Wilander twierdził inaczej. No i faktycznie. Tsonga zdemolował Nadala 6:2, 6:3; 6:2 i wszedł do finału.

I to wszystko na pełnym luzie!

Ciekawe, co będzie dalej!

K.

P.S. Dalej może być tylko Djoković albo Federer. Silnie chciałbym żeby to był jednak Djoković.

Kaczor jaśnie nam panujący ogłasza żałobę narodową, bo spierdoliła się Casa. Wielka to tragedia, ale ja, jako gość wyzuty z uczuć chrześcijańskich i na dodatek siedzący jakieś 15 lat w katastrofach lotniczych zadam pytania.

Z jakiego kierunku leciała Casa? Czy na podejściu od Czaplinka, czy w warunkach VFR, czy pilot lądował ILS i w końcu czy DKL kazał mu zejść tak nisko. To wszystko jest ważne w obliczu informacji, że zahaczył o drzewa. Dlaczego?? Ano dlatego, że na podejściu powinien być na 200 metrach. Czyli teoria o spadnięciu (czytaj gwałtownej stracie siły nośnej) może się sprawdzić. O zahaczeniu jakby niekoniecznie, chyba że samolot był zdecydowanie za nisko.

Dlaczego Casa, której godzina lotu kosztuje ciężkie pieniądze robiła za taksówkę. Na razie nikt nie zadał takiego pytania, a to pytanie ważne. Państwo nie mogli dup ruszyć pociągiem??

Interesują mnie też warunki meteo i oficjalny komunikat KBWL. Może się okazać, że przypadkiem wielka pizda wyszła i Casa się spierdoliła na czyjeś życzenie, tudzież z czyjejś głupoty.

K.

P.S. 20 osób, trzy dni żałoby narodowej. Teraz sobie pomyślcie, co by było jakby spierdolił się Boeing z 300 osobami. Jako żywo wychodzi półtora miesiąca żałoby :-)

Dzisiaj rano dzwoni do mnie wujek i mówi, że ma odmowę dostępu podczas kasowania danych z własnego Pena. Kurna, to ja niby go mu zahasłowałem czy on sobie sam?? Za minutkę sobie jednak przypomniałem, że ten jego Pen z niewiadomych przyczyn dopuszcza tylko kasowanie przez shift + delete, czyli od razu do bozi. Po wyjaśnieniach stwierdził, że nigdy się nie nauczy skrótów.

Poradził sobie. Niedawno dzwoni jednak jeszcze raz i mówi: „coś sobie przypadkiem usunąłem, pewnie jest w koszu”. Wyraziłem wątpliwość czy przypadkiem nie użył swojej nowo nabytej umiejętności i nie pacnął od razu shift+del. Po chwili wahania odparł, że owszem. Powiedziałem mu więc radośnie, że plik nie jest w koszu, ale na łonie Allacha i ma przesrane. Głównie dlatego, że nie chce mi się do niego jechać i próbować go odzyskiwać. Ale to nic. Za chwilę mówi, że wysłał go przed skasowanie mailem. Na to mu mówię- to weź sobie człowieku ten plik wyjmij ze skrzynki wysłanej (używa Outlooka). W tym momencie już pełne przerażenie „To tak się da??”

Owszem da się i to nawet trudne nie jest :-) :-) :-)

K.

P.S. Myślicie pewnie, że Radwańska przegrała, więc nie będzie więcej o Australian Open. Owszem będzie. Oczywiście coraz mniej, bo w niedzielę finał. Tutaj może wybuchnął szał radości i pewni czytelnicy uznają, że to świetnie, bo turniej się kończy i wreszcie przestanie truć o tenisie. Otóż macie pecha! W przyszłym tygodniu zaczyna się bowiem KGHM Polish Indoors, który mam zamiar oglądać na żywo i pewnie coś o nim napiszę :-) :-) :-)

Chwile-ulotne-chwytam stwierdziła, że dzisiaj jest podobno najbardziej dołujący dzień świata i że każdy ma jakiś powód do narzekań. Ależ ja nie mam! Zauważam tylko pewien fakt. Zresztą padać przestało. O dziwo!

Deszcz mnie nie dołuje, tylko mnie wkurwia i to dość mocno. Z kilku powodów:

1. Przede wszystkim powinien padać śnieg. Za to jest jakieś +10 i pada deszcz.

2. Nie da się zejść z chodnika, bo się człowiek zaczyna zapadać. Zresztą, z powodu pierdyliarda remontów na niektórych chodnikach nie jest szczególnie lepiej. Patrz punkt 1. W przypadku mrozu nie byłoby problemu.

3. Koło mnie wykonano remont generalny jednej z ulic. Przedtem wyglądało to jak ruski kosmodrom, teraz da się tam pojechać 260 na godzinę przy użyciu Porsche 911 (nie pytajcie skąd wiem i tak nie powiem). Nawierzchnia gładka jak stół. Co z tego, jak studzienki są zainstalowane ponad poziomem ulicy! Więc w przypadku deszczu robi się takie fajne jezioro. Człowiekowi aż żal, że znowu nie ma 8 lat i nie może się pobawić łódkami :-)

Żadną miarą nie mogę też mieć doła, albowiem do łez doprowadziła mnie dzisiaj moja matka. Łez radości. Jej skleroza mnie czasem zabija (śmiechem). Zadzwoniłem do niej dzisiaj. Krzyknęła tylko, że oddzwoni za 3 minuty. Dokładnie godzinę i 14 minut temu :-D :-D :-D

I jak tu mieć doła??

K.

Marta Domachowska przegrała z Venus. To było do przewidzenia.

Ale za to Agnieszka Radwańska sklepała w trzech setach (1:6, 7:5, 6:0) Nadię Pietrową i awansowała do ćwierćfinału Australian Open!

Gratulujemy!

Poza miłymi rzeczami muszę wspomnieć, iż w pieprzonym Breslau leje jak z cebra i to jest not likely to change.

K.

Marta Domachowska wygrała z Na Li w trzech setach. 2:6, 6:2, 6:4. Teraz czeka Venus Williams. Jedno jest pewne. Obie mają duże piersi.

Na Agnieszkę Radwańską czeka za to Nadia Pietrowa. Mecz jest mocno do wygrania. Pietrowa jest bowiem znana z syndromu focha „Nikt nie nie lubi, cały świat się uwziął” i wszystkich związanych z tym konsekwencji.

K.


  • RSS