maccaroni blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2007

Piwo.

6 komentarzy

Dowiedziałem się, że naukowcom udało się dowieść, iż piwo nie tuczy. Znaczy tuczy dodatek do piwa- kiełbaska z grilla, chipsy i takie inne pierdoły.

Co więcej- piwo jest dobre na wszystko- obniża poziom cholesterolu, jest praktycznie bezkaloryczne i pomaga dbać o nerki.

W związku z tym czuje się rozgrzeszony i uznaję, że możemy z Misko pić jeszcze więcej rzeczonego boskiego trunku. Ku chwale chmielu i innych ingrediencji!

K.

Mimo obaw Idiomki nie zostałem nigdzie zabetonowany. Chyba, że sam się próbowałem betonować, ale nie wyszło.

W święta nie było notatek, bo nie. Jestem ateistą i średnio mnie te święta interesują. Znaczy sfery duchowej nie notuje żadnej, poza popularnym wkurwem na powtórki w telewizji.

Lubię za to okres świąteczny i pewne jego aspekty.

Na przykład choinkę- zostało mi to z małych lat, kiedy to ubierałem ją z dziadkiem (tym, który obecnie rezyduje 6 feet deep). Lubię też żarcie i to jest najważniejsza część świąt. Potem się dziwię, że wyglądam tak, jak wyglądam. Ale cóż- widocznie tak musi być.

W tym roku przeszedłem samego siebie. Tylko 24 zjadłem dwie kolację, później było już tylko gorzej. Dziadek- ciotka- dom- dziadek- dom. Dajcie coś na przeczyszczenie. Jakoś przeżyłem, ale było ciężko.

Lubię też prezenty- w tym roku dostałem na przykład piękny album Janusza Wróbla. Wolałbym co prawda Beksińskiego, ale nie ma co narzekać :-)

Nie pisałem też nic dlatego, że byłem kolejnym kamikaze, który załatwiał wymianę dowodu na ostatnią chwilę (i załatwił :-D).

To by było na tyle. Pewnie pojawi się duuuża notka z Sylwestra. Oj będzie co opowiadać. O ile ktoś będzie coś pamiętał.

K.

P.S. Chyba nie tęskniliście, co??

Pamiętacie moje notki o Placu Grunwaldzkim? Troszkę ich było, chyba ze dwie. O proszę – jedna i druga.
Temat jest dalej aktualny, albowiem wykonawca poinformował. iż budowa przejścia nie skończy się przed końcem marca 2008 (a miała w sierpniu). Na dodatek on jest niewinny- a to szkło nie dojechało, bo się stłukło. A to sobie granit wymyślili zamiast betonu. Cyrk!

Tenże sam wykonawca lał ostatnio beton na mrozie bez dogrzewania i dziwił, że nie wiąże. Same cuda! Ale przecież to nie jego wina! On jest niewinny, a to, że na budowie pracują trzy osoby to nie jego wina.

Rondo, nazwane imieniem Ronalda Reagana dostało tymczasem już nazwę zwyczajową- Rondo Stalina. Dlaczego? Ano przejechanie go w godzinach wysokiego natężenia ruchu jest równie trudne, co zdobycie Stalingradu dla Niemców.

Klawo jest w Breslau, nie?

K.

Wychodzi wielkie zło. Znaczy nie mogę się urżnąć w trupa. Ciotka robi 1 obiad i jakoś głupio jej powiedzieć, że się nie przyjdzie, bo się jest zalanym w trupa. Rzygać zaraz po jedzeniu też.

W związku z tym nie udam się na wrocławski rynek. Odbywa się na nim koncert, na którym ma występować m.in. Doda, a po jej występie to już na pewno musiałbym się nawalić w trupa. Inaczej by się nie dało.

Za to mam zamiar się dobrze najeść- smaczne będzie na pewno. W końcu sam będę to gotował. Przecież nie pozwolę gotować Misko, chociaż jakby nas potruł to odpadłby problem z obiadem u ciotki :-) Za to pewnie dostanie zaszczytną funkcję zmywacza naczyń!

K.

Jak doniósł jeden z portali internetowych* gdzieś na Syberii jeden Rosjanin rozmontował 7 wagonów chłodni i sprzedał je na złom. Zasługuje na szczególny szacunek, a chcą go wsadzić do pierdla. Zupełnie nie wiem dlaczego:

1. Po pierwsze do rozmontowania użył tylko młotka i klucza francuskiego. W związku z tym nie zanieczyścił środowiska żadnymi spalinami, czy spalonymi oparami gazów technicznych. Dla porównania- kiedyś widziałem program o pracy na amerykańskim złomowisku- hamerykan potrzebował do zdjęcia głupiego serva** palnika. Tym samym wyemitował ileś tam tam trujących gazów do atmosfery.

2. Całość sprzedał na złomie, czym wprowadził na rynek tyle i tyle kilogramów miedzi, mosiądzu, aluminium, stali i innych rzeczy. Tym samym wyeliminował konieczność wydobycia nowych rud metali, które to wydobywanie powoduje duże emisje gazów i zanieczyszczenie środowiska.

3. Rosjanin zlikwidował siedem wagonów chłodni, które to wagony zapewne pamiętały jeszcze ZSRR albo były niewiele młodsze. Nikt mi nie wmówi, że nie chodziły na freonie, a na nowoczesnych mało szkodliwych gazach chłodniczych. No nikt! Tak, więc Rosjanin po raz kolejny przysłużył się ochronie środowiska likwidując siedem ognisk emisji gazów cieplarnianych.

I za to wszystko Rosjanie pakują go do pierdla. Zamiast dać medal. Nie wiem dlaczego? Może chociaż Greenpeace da mu jakiś medal. Jeśli nie to jego działacze wyjdą na straszliwych skurwysynów.

A- wiem co powiecie! Że niby wagony nie były jego, więc nie miał prawa ich rozmontować? No i co z tego! Rainbow Warrior też nie był własnością rządu Francji, a jednak go zatopili.

K.

* Nie napiszę, jaki żeby nie być posądzony o kryptoreklamę.
** Serwo- pompa wspomagania.

Zadzwonił do mnie znajomy. Powiedział, że musi kupić sobie dwie opony do tyłu i że będzie go to kosztowało jakieś 4k zł. Ja mu kazałem kupować Porsche??

Drugi ma podobny problem- Nowy Nissan Skyline wyjdzie nie wiadomo kiedy i pewnie jeszcze trzeba będzie na niego koło roku czekać.

Cały czas się zastanawiam czy klub ludzi, mających więcej pieniędzy niż rozumu nie ma poważniejszych problemów. Chciałbym żeby któregoś dnia po prostu strzeliła im rura w kiblu czy zdarzyło się równie spektakularnego. Wtedy mogliby się poczuć jak przeciętny Kowalski, który ma problem z kupieniem opon zimowych za 1000 zł (i to za komplet) i ma wolne 80k euro na samochód.

Chociaż trzeba przyznać, że kiedyś widziałem prawdziwą panikę w oczach jednego takiego… Ekspres do kawy się spalił :-) :-) :-)

K.

J. w wyniku wspomnianego wypadku wylądował z zatruciem wyziewami na oddziale toksykologii. Dzisiaj go odzwiedziłem. Zasadnicza większość pacjentów to kompletne ćpuny lub pijusy. Przy wejściu wisi na rękach dwóch sanitariuszy koleś i drze się „Paaaanie, ja tylko 3 krowy* walnąłem, co ja tutaj robię??”. Lekarz do rodziny wychodzi z propozycją „Albo go państwo zabierają, albo idzie na izbę”. Już się cieszę, a dopiero wszedłem na oddział. Ciekawe, co będzie zanim znajdę pokój.

No ale nic. Idę dalej i szukam pokoju. Nabijam się na rzygającego z łóżka delikwenta. Łóżko stoi na korytarzu. Coraz lepiej. Trafiłem w końcu do sali, na której leżał J. Okazał się być w świetnej formie i tylko myślał kiedy wyjdzie i co wypijemy jak wyjdzie (pełne jasne, albo może parę?).

Okazało się, że tacy petenci to na oddziale norma i co chwila pojawiają się jacyś nowi. Dokładnie w tym typie. Ma chłop tam prawdziwe zoo.

K.

* Jakby ktoś nie wiedział, tłumaczę. Krowa = flaszka 0.7 litra trunku z pyrów :-)

Po rozmowach ze znajomymi i lekturze komentarzy okazało się, że ten dzień był zdecydowanie do żopy dla 75% społeczeństwa.

I na dodatek jakby nie chciał się skończyć. Dlaczego? Późnym wieczorem dostałem esa od J. Myślałem, że może wie coś o zamówieniu pod które się podłączyłem, a które ma do nas przyjść z pewnego e-shopu.

Ale. kurwa nie! Byłoby za łatwo! Czytam esa, a tam „Mieliśmy pożar w pracy, jestem w szpitalu…” Kurwa, kurwa, kurwa!!

Okazalo się, że coś pieprznęło. J. sam nie wie, co. Ale próbował gasić pożar i zatruł się wyziewami.

Naprawdę to nie piątek, a czwartek 13 jest groźniejszy!

K.

Dzisiaj rano obudziłem się i już wiedziałem, że nic mi się nie będzie chciało (a gonią mnie dwa terminy). Nawet ubrać mi się nie chciało, co dopiero włączać worda (toteż nie włączyłem, a raczej włączyłem dopiero jak mnie kolega zmusił). Okazało się, że co najmniej połowa moich znajomych czuje się dzisiaj do dupy. Jeden rzut oka na barometr pozwolił bez pudła określić przyczynę całego zła. Ciśnienie niskie jak cholera, na dworze kupa, w domu niewiele lepiej.

W ramach nic nie robienia postanowiłem się chociaż nażreć, ale i tu zonk. W czasie szatkowania cebuli trafiłem nożem w palec, co skończyło się spektakularnym sikaniem krwią we wszystkich kierunkach. Dobrze, że nie trafiłem lepiej, bo uznaję tylko baaaaardzo ostre noże i to by się mogło jakoś mało śmiesznie skończyć. Ale i tak nie jest fajnie i nie czuję palca. Może to i lepiej?

Ubrałem się już o 16. Dalej nic nie robię… Chyba tęsknię za słońcem.

K.

Mój dziadek ma ostatni rzut z taśmy żerańskiej fabryki czyli Poloneza Atu plus, czy jak ten crap się nazywa. Starszy Pan, inżynier starej daty o niego dba, tak jak tylko starzy Lwowiacy potrafią. Ma zeszyt, gdzie zapisuje przebiegi, wszystkie rachunki, informacje o wszystkich naprawach i tak dalej. Polonez trzyma się świetnie. A raczej trzymał. Ostatnio ktoś bezczelnie wjechał w jego zadek. Efekt- zderzak do wymiany (na szczęście tylko).

Tu zaczynają się jaja- PZU wyceniło naprawdę na czterysta coś złotych i wskazało preferowane warsztaty. Naprawa w takim warsztacie kosztowała ponad dziewięćset złotych (Polonez jest metalic i za lakierowanie elementu krzyknęli prawie dwa razy więcej niż za sam element). To nie jest problem, bo PZU natychmiast zobowiązało się do zwrotu różnicy.

Problemem jest to, że jak tylko zobaczyłem „naprawiony” samochód to zauważyłem, że szczeliny się nie zgadzają, czyli autoryzowana przez PZU stacja zamontowała zderzak krzywo. O tym, że były na nim ślady pasty polerskiej i ewidentne zarysowania, powstałe podczas polerowania nie wspomnę.

Czy naprawdę za prawie tysiąc złotych nie da się dobrze wymienić zderzaka??

K.

P.S. Idiomka na swoim blogu zauważyła, że jest nowy szablon. Ja zauważam, że jest idiotyczny. Linka nie będzie, bo opcja dodawania linków działa jak krew z nosa.


  • RSS