maccaroni blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2007

Zauważyłem, że czytelnicy nie cierpią kolarstwa (sądząc po ilości komentarzy). No cóż, dzisiejsza notka będzie o kolarstwie. To już ostatnia, obiecuję! Już niedługo będzie za to o tenisie, bo tenisisty wyjdą na korty Flushing Meadows… Już mnie nienawidzicie?? :-)

Tour wygrał Alberto Contador. Jeden z Disco Boys. Raczej powinno się powiedzieć kolejny Disco Boy- pierwszym był niejaki Lance Armstrong. Trzeci był Levi (ciekawe czy poza jego kahałem ktoś czyta to „Livaj” :-)) Leipheimer- też z DSC. Tak, więc ekipa Bruyneela dość mocno obstawiła pudło.

Alberto Contador jest kolarzem ciekawym. Nie dlatego, iż wygrał Tour, ale dlatego, iż podobnie jak Lance Armstrong musiał walczyć o swoje życie. U kolarza wystąpiły dwa krwotoki śródczaszkowe, w wyniku czego powstał krwiak podtwardówkowy. Contador, podobnie jak Armstrong jest żywą wizytówką nowoczesnej medycyny- nie dość, że lekarzom udało się usunąć krwiak, to jeszcze wrócił do kolarstwa. Z jakimi efektami widać- w tym roku Contador wygrał Paryż- Nicea i Tour de France.

Co nie zmienia postaci rzeczy, iż kolarze golą nogi i przez to nigdy nie chciałbym być kolarzem (no nie tylko przez to, ale to jest najgłupszy powód).

K.

No właśnie, skąd wziął mi się pomysł na kolejny odcinek tegoż cyklu? Postanowiłem porównać Niemcy, Polskę i Czechy.

Na początek powierzchnia- Niemcy mają około 1/5 więcej niż my, a Czesi ¼. Teraz ludność- Niemcy jakoś dwa razy więcej, Czesi ¼ mniej.

Teraz do danych o ludności podstawmy ilość torów wyścigowych- NIemcy powinni mieć dwa razy więcej, a Czesi 4 razy mniej.

Jak to jest naprawdę? Ano Niemcy mają Nürburgring, Hockenheimring, Lausitzring, Norisring, Sachsenring, Oschersleben i to tylko licząc te największe. W wykazie nie ma „Zielonego Piekła” Nordschleife, czyli legendarnej pętli północnej Nürburgringu, na której uszy na souvenir zostawił Nicki Lauda. Nie ma też prywatnych torów, a takie mają na przykład Porsche i Volkswagen. Dwa z tych torów mają aktualną homologację FIA na rozgrywanie wyścigów F1 i wyścigi te faktycznie się na nich odbywają.

Czesi powinni mieć jedną czwartą tego, co mamy. Co mają faktycznie? Ano topowymi torami jest obiekt w Moście i Brnie. Oba są piękne. Brno ma homologację FIM na rozgrywanie zawodów MotoGP i na Superbike’i. Przy drobnych przeróbkach możliwe byłoby zrobienie wyścigu F1. Most jest całkiem przyzwoity.

A u nas? Legendzie rajdów, wyścigów i kraju Bobby’iego Kubicy? Ano mamy tor Poznań najbardziej znany z tego, że wylanie asfaltu na padoku trwało od 1978 do 2006 roku. Przez 28 lat na padoku był piach, a w boksach szuter. Poważnie! Tor jest najbardziej znany z tego, że jak w końcu wylano na nim asfalt to pojawił się Marc Gene i w dwuletnim Ferrari F1 zrobił czas z księżyca. Znany jest też z tego, iż Maciek Stańco był odważny i przed wylaniem asfaltu próbował jeździć po torze Poznań Saleenem. Jak to się skończyło niektórzy wiedzą.

Mamy też drugi tor, jeszcze bardziej legendary- Miedzaną Górę pod Kielcami. Tam to dopiero trzeba być odważnym. Makaroniarz jeździł, więc wie, co mówi. W części leśnej na zakrętach zbiera się takie gówno, że można ćwiczyć poślizgi bez płyty poślizgowej. Śliskość 100%. Do jazdy nadaje się owal i pętla kartingowa. A to troszkę mało. Przy torze jest teoretycznie hotel, teoretycznie, bo praktycznie nie chciałbym w nim mieszkać, a catering jest żywcem wyjęty z baru w późnym PRL.

Jest, a raczej był jeszcze i trzeci tor- nazywało się toto Kamień Śląski i było starym, radzieckim lotniskiem. Niestety już parę lat temu porobiły się takie dziury, że podobno do tej pory nie odnaleziono Cinquocento, które wpadło w jedną z nich :-) :-) :-)

Reasumując powinniśmy mieć połowę mniej niż Niemcy i ¼ więcej niż Czesi. Mamy tor sztuk jeden. I to taki w wersji mini.

Fajno jest.

K.

P.S. Zaprawdę powiadam, że kto wieczorem na Placu Solnym we Wrocławiu usłyszy śpiew Ferrari F430 GT ten zostanie naznaczony. Jak wolno przejeżdża jedno z dwóch F430 to cały Plac Solny milknie i słucha…. I pisze to wierny wyznawca pięknej Niemki o imieniu Porsche.

Update notatki nie ma sensu. Zamieszczam więc nową- Mickael Rasmussen na żądanie swojej grupy wycofał się z Tour de France!!!! W tym momencie liderem został trzeci na dzisiejszym etapie Alberto Contador (DSC)

Wiadomość pochodzi z serwisu:

www.pro-cycling.org i została potwierdzona na stronie internetowej L’Equipe.

Dodatkowo- wykryto doping u Christiana Moreni’iego, który został wyznaczony do obligatoryjnej kontroli po 11. etapie. W wyniku tego kolarz został zdyskwalifikowany, a grupa poproszona o opuszczenie Tour de France. Cofidis wycofał się w wyścigu.

Wczoraj wieczorem gruchnęła afera, iż Vino przed czasówką walnął sobie transfuzyjkę ze świeżej krwi, co dało mu niezłe pierdolnięcie w pedałach. Okazuje, że że dwa razy wyszło, iż walił szpryckę z krwi.

W tym momencie cała Astana została grzecznie poproszona o pospierdalanie z Touru, co uczyniła. Ja osobiście dawno podejrzewałem, że Winokurow coś bierze. Za dużo jeździł na wysokim poziomie żeby mógł być czysty.

To jest nic. Dzisiaj podano, iż kolejna próbka wykazała, że ktoś ćpał- wyszło to po 11 etapie. Wśród podejrzanych jest lider- Rasmussen, który i tak ma dość problemów. Ma dwa ostrzeżenia związane z niepodaniem miejsca swego pobytu, przez co kontrole antydopingowe nie były możliwe.

Winokurow wyleciał z Touru, mimo, iż teoretycznie powinien jechać dalej do czasu przebadania próbki „B”, która rozstrzygnie o jego winie. Z Touru powinien też wylecieć Rasmussen, gdyż kontroli unikał.

Jednak Rasmussen jedzie dalej… Nawet przed chwilą wygrał etap- na pewno przejdzie test. Co wykaże? To ciekawe.

Pozostaje jednak niesmak- Tour miał być czysty, a wykryto już dwóch „polepszonych”.

K.

Harry Potter stał się asbolutnym hitem. Szkoda, że nie Kroniki Czarnej Kompanii, ale to nieco inny target.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ ta średnio udana książka, napisana zupełnie bez polotu i zawierająca całe kupy zwalonych epizodów bije wszelkie rekordy. Rekordy absolutnie nienależne dla tego pokroju „dzieła”.

Prawdziwym ojcem, a raczej matką sukcesu „H.P.” jest kultura masowa, jakiej nie było jeszcze, kiedy był pisany prawdziwy i absolutny hit- czyli cykl o muminkach Tove Jansson. Więcej niż pewne jest, iż gdyby równocześnie pisany był cykl o kupie śmiechu i o muminkach ten pierwszy nie miałby żadnej racji bytu.

Czas pokazać pogardę dla masowej tandety- czytajcie „Muminki”!!

K.

P.S. Znowu się za dużo dzieje i za dużo piszę. Coś mi odwaliło. Pewnie dlatego, że nie piję.

Nie będzie to pean na cześć naszych osiągnięć w księdze Guinessa, które są tyle znaczne, co idiotyczne. W sobotę na przykład pobito rekord ilości osób golących sobie na raz gęby. W Goleniowie. Ma być rekord jednorazowego golenia nóg u bab. W tymże samym Goleniowie. O ile ciekawej byłoby, jeśli młode dziewczyny goliłyby cipki.

Ale nie o tym miało być, a o rekordach wszechczasów. Pierwszym i jedynym rekordzistą jest niejaki Wojtyła, który popełnił więcej świętych niż wszyscy papieże przed nim policzeni do kupy (dokładnie 1340). Szkoda, że nie zapobiegł rozprzestrzenianiu HIV, ale pewnie nie miał biedaczyna czasu, bo akurat płodził następnego świętego, patrona przytrzaśniętych drzwiami palców.

Drugim rekordzistą chcą zostać PISuary- od czasu wprowadzenia instytucji Żałoby Narodowej była ona ogłaszana 10 razy. W tym w momencie śmierci Stalina. Za czasów rządów PISuaru mieliśmy już trzy.

Swoją drogą przy ostatniej zauważyliśmy ze znajomymi, że można wysłać grupę teściowych jednym autokarem na pielgrzymkę, spowodować wielki wypadek z dużą ilością trupów i jeszcze na tym interesie podwójnie zarobić- pozbyć się teściowej i dostać zapomogę od rządu. Za 100k można urządzić niezły melanż!

K.

P.S. Maccaroni silnie zastanawia się, co by się stało jakby to był autobus pełen ateistów, homoseksualistów, masonów, Żydów czy Teledubisiów. Też ogłoszono by żałobę?

P.S.2 Ostatnio dużo się dzieje, więc notatki są często. Co nie znaczy, że na przykład jutro nie położę laski i nie będzie pół roku przerwy. W końcu nikt mi za to kurwa nie płaci :-)

Nickowi Heidfeldowi, partnerowi z teamu niejakiego Kubicy urodziło się rano drugie dziecko. Płci nie pamiętam, ponieważ ogólnie mało by mnie to obchodziło gdyby nie jeden ważny szczegół.

Otóż Nickowi z nadmiaru dobroci odpierdoliło i zaczął się zachowywać jak głupi- najpierw przypieprzył w Kubicę (z takich numerów znani byli wcześniej Coulthard i Montoya, którzy namiętnie się wzajemnie taranowali), potem przypieprzył w Schumachera B. FIA chyba wiedząc, że Heidfeld może mieć pewne problemy emocjonalne rozgrzeszyła go. Znaczy potraktowano wszystko jako „Racing Incident” zamiast dopieprzyć karę.

Znowu mamy żałobę narodową- jeśli będzie się ją ogłaszać po każdym wypadku, to nie chcę nawet wiedzieć co będzie jak się spierdoli LOT-owski samolot z 300 pasażerami. Chyba rok puszczania smutów w radyju i telewizorze.

A zapomniałbym- dzisiaj na Tourze było wielce interesująco- Vino się skończył, Astarloza się skończył, podobnie jak Evans, Kloeden, Moreau i jeszcze paru. Lance- wróć! Bez Ciebie jest cholernie nudno.

K.

Dlaczego piszę o Dodzie? Otóż większa część społeczeństwa uznała, iż 5 kilo plastiku jest bardziej uzdolnione artystycznie od Jana Kiepury. Świadczy to o głębokim zdebileniu społeczeństwa i jego zadupiu intelektualnym. Zacznijmy od tego, że mało, kto wiedział, kim był Kiepura- jak więc mógł powiedzieć czy jest lepszy od plastiku, czy nie? Kiepura był tenorem i to uznanym. Dorotka może być jedynie reklamą chirurga plastycznego- też uznanego. To są jedyne rzeczy, w których można ich porównywać. W niczym więcej.

W tym kraju jest cudownie. Kolejny wstyd po wysłaniu lachociąga i drugiego rdzennego Polaka na Eurowizję.

Kolejna notatka nie jest miła, bo nie.

K.

Dzisiejszy temat będzie o Tour de France i Nicolasie Sarkozy. Dlaczego? Otóż „Pan Prezydent”, jak Sarkozy’iego nazwał Krzysztof Wyrzykowski był obecny na wyścigu. Jechał cały etap z panem Christianem Prudhomme, który jest dyrektorem Touru. Odbywało się to w nieopancerzonej Skodzie dyrektora wyścigu. W momentach kluczowych wystawał do połowy z szyberdachu razem z panem Prudhomme. Obok nie było piętnastu samochodów ochrony, a wręcz przeciwnie- poza motorami obsługi wyścigu nie było żadnego dodatkowego samochodu. W samochodzie na dodatek były cały czas otwarte szyby. Wokół były tysiące kibiców, których nikt szczególnie nie pilnował, a prezydent znajdował czas na ich pozdrawianie.

Zadajmy drugi raz pytanie, dlaczego o tym piszę? Ano, że jestem w stanie sobie wyobrazić jakby to wyglądało w Polsce, a raczej jak by to nie mogło w Polsce wyglądać. Po pierwsze, Kaczor nie pojechałby w nieopancerzonym samochodzie bez ochrony. Po drugie, nawet stojąc na siedzeniu nie wystawałby poza szyberdach :-) Po trzecie, po mecie nie pokazałby klasy jak Nicolas Sarkozy- na czym polegała klasa? Otóż Sarkozy wysiadł na mecie ze Skody, wyjął z bagażnika marynarkę i poszedł do dziennikarzy (ciągle bez ochroniarzy). Nie pieprzył bzdur o państwie tylko dziękował za zaproszenia i mówił o Tourze. Kaczyński by nie mógłby opowiadać o Tour de Pologne, bo pewnie nie wie jak wygląda rower szosowy.

Gratuluję klasy Prezydentowi Francji!

K.

Zakończył się Rajd Subaru vel Krakowski. Obfitował w różne wydarzenia, które zapiszą się w annałach polskich rajdów.

Wszystko zaczęło się w czwartek prologiem. Prolog wygrał Józek, co nie jest dziwne, bo wygrywa wszystkie możliwe prologi i superoesy. Prawdziwym wydarzeniem była jednak próba sprawdzenia, co jest mocniejsze- felga i zawieszenie czy krawężnik. W sumie próba była idiotyczna i niejaki Kajetanowicz mógł tego nie próbować. Wystarczyło się zapytać Kuzaja, któren przestestował to już parę lat temu. Dla porządku odnotujmy- wygrał krawężnik, a rzeczony Kajetanowicz skończył rajd zanim go porządnie zaczął. Warto też odnotować, że miszcz wszechgalaktyki Kuzaj stwierdził, iż ma genialnie przygotowane auto. Więcej nic ciekawego się nie działo.

W piątek ruszył pierwszy etap, a raczej nie ruszył, bo się okazało, iż samochód otwierający trafił w kibiców. Zresztą samochody otwierające robiły różne jaja, bo idioci jeździli bez itinerera, względnie nie umieli tegoż itinerera czytać.

Na pierwszym rozegranym oesie miszcz stwierdził, że auto cudownie się zepsuło i wpierdolił do rowu. Tym samym stracił szanse na cokolwiek. Na tymże samym oesie wpierdolił się w pejzaż jeszcze jeden miszcz, z tym, że jemu cokolwiek mniej części po jego zwiedzeniu zostało niż przed zwiedzaniem, w wyniku czego zakończył niedługo po zdarzeniu udział w rajdzie. Zresztą znany i medialny Maciek Lubiak nadaje się tylko do bycia medialnym i znanym i niczego innego, a na pewno nie do jazdy samochodem rajdowym.

Następne oesy jakoś upłynęły bez cudów aż do oesu 6. Oes 6 odwołano, bo padał deszcz, który nie padał. Do tej pory parę osób nie jest w stanie tego pojąć. Szczególnie zawodniki, które stały na starcie i tegoż deszczu nie zauważyły. Cuda, Panie, cuda.

Wróóóóóóóóóć. Zapomniałem. Miszcz wygrał po drodze oes, co w przypadku awarii środkowego dyfra nie byłoby możliwe, więc mamy doczynienia z kolejnym cudem, albo dyfer się nie spierdolił tylko miszcz pojechał w pejzaż ot tak po prostu. Czyli nic nowego.

W sobotę cudów było więcej- nie chce mi się pisać dokładnie, ale znowu coś odwołali, bo komuś się coś pojebało. Chłopaki połapały kapcie, bo ktoś wysypał na drogę kolce i w ogóle było mocno wesoło. Po mecie niektórzy pomyśleli, że już nie będzie więcej wesoło, ale nie! To był dopiero początek jaj!

Rajd wygrał Le’ Francois udowadniając, że S2000 wygrać się da. Drugi był Gabryś, trzeci Czopik (który również udowodnił, że szybko się S2000 jeździć da), czwarty Kuchar…

Wróóóóóóóóóć. Co ja napisałem? Drugi był Gabryś, ale tylko dopóki go nie rozebrali i nie okazało się, że Lancer miał przewały w obrębie zwężki, które dodawały mu parę koni. Tłumaczenie, że kierowca nie wiedział jest śmieszne- jak można nie wiedzieć, że się nagle ma kilkanaście koni więcej? Stec RalliŻart, czyli tuner po raz kolejny błysnął. Jak ktoś pamięta z historii inne błyski to nawet zdziwiony nie jest.

No więc mamy nową kolejność- Żabojad, Czopy (czyli dwa S2000 na topie) i Józef.

Wróóóóóóóóóć! Chłopaki w SPRT pogłówkowali, powłączali kurwimetry i doszli do takich oto wniosków. Leszek dał dupy, ale Frytka traci do Józefa tylko trzy punkty, znaczy tracił, bo po Krakowskim vel Subaru vel cyrku traciłby już 9. Co robić? Ano kazać swoim totumfackim rozebrać motor Kuchara, a nóż coś się znajdzie. Fama głosi, że SPRT silnie kibicował Szerla, czyli wszystkowiedzący. Imamy wielkie techniczne motor z partyzanta po nocy rozkręciły i chuj. Znaczy motor jest legalny, Józef jednak ma 9 punktów przewagi, kurwimetr nie trafił i w ogóle było mało fpytnie dla dżolów z miasta smoka.

Rajd był wyjściowo zorganizowany- safeciarzy nie było, byli pijani, głupi albo niemili. Załogi otwierające skupiały się na trafianiu w małe dzieci, a nie jechaniu po trasie. Na końcu wystąpiły takie zachowania, że niektóre zagrania Qbusia od kurwimetru ze Słomki przy tym wymiękają.

Z innych aren- wczoraj zabiło się dwóch policjantów. Na prostej drodze wypierdolili w drzewo. No cóż, pozostaje płakać, ale z nieco innych powodów niż wszyscy myślą.

P.S. Zapomniałem- wyniki rajdu Subaru nie są oficjalne, bo różni się poodwoływali i mogą być ogólnie jeszcze jakieś jaja.

K.


  • RSS