maccaroni blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2007

Wczoraj byłem na Śląsku. Nie żeby mi się nie podobało. Tak naprawdę w okolicach Bytomia jest całkiem zielono. Nie jest to taki krajobraz księżycowy jak się przedstawia to w telewizji. Miejscami jest całkiem przyjemnie. Na duchu podnosi też fakt, iż gdzieś są drogi gorsze niż nas Dolnym Śląsku. :-) :-) :-)

Nie podoba mi się natomiast zaniedbanie. Z jednej strony widać, że kamienice były kiedyś przepiękne- ciągle widoczne są fragmenty cudownych elewacji, czy misternie kute barierki. Tylko, co z tego. Największym grzechem było wpuszczenie na Śląsk chamstwa, które zniszczyło wszystko, co kojarzyło im się z przeszłością. Dlatego też Śląsk robi wrażenie smutnego i zaniedbanego. A przecież nawet familoki potrafią być piękne. Trzeba tylko chcieć.

Prawdziwym hitem Bytomia są jednak jednokierunkowe ulice. Jeśli nie trafisz za pierwszym podejściem tam, gdzie chcesz, to musisz objechać całe miasto jeszcze raz i próbować od nowa. Istna paranoja. Szczególnie, jeśli jest się tam pierwszy raz.

W sumie Śląsk, poza ogólną biedą, smutkiem i marazmem zrobił na mnie całkiem pozytywne wrażenie, na pewno tam wrócę. Kocham Ślązaków i ich śpiewne „godonie” :-) :-) :-)

Z innej beczki. James Cameron podał, iż odnalazł grób niejakiego Jezusa, jego matki i Marii Magdaleny. Oczywiście wywołało to oburzenie. Po pierwsze, jeśli są zwłoki, to Jezus po prostu zgnił. Mało wyszukane jak na osobę czyniącą cuda. Fakt znalezienia grobu Marii Magdaleny tuż obok grobu Jezusa też byłby przełomowy. Wszystkie dziewice musiałyby uznać słuszność teorii, iż Maria Magdalena była żoną Jezusa, a legenda Sang Reala nosi w sobie pewną dozę prawdy.

Oczywiście może to być typowa, dla Camerona ściema. Chociaż Titanica znalazł i to trzeba mu oddać.

Ja oczywiście, jako zwolennik spiskowej teorii dziejów i teorii, iż Jezus był Nazarejczykiem, czyli członkiem jednej z najbardziej (obok Zelotów) radykalnych organizacji religijnych starego świata, będę czekał na wyjaśnienia Camerona.

Zaiste może być wesoło, powiadam Wam.

K.

No i słusznie. Ja tęsknię za Niemcami. Tęsknię za nazwą Breslau. Tęsknię za klimatem Breslau. Jakby Breslau miało być ponownie niemieckie nie miałbym nic przeciwko temu. A wręcz przeciwnie. Nie jestem wielkim miłośnikiem Niemców, ale jak widzę, co moi kochani rodacy zrobili z tym miastem, to mi się nóż w kieszeni otwiera.

Piękne miasto zamienia się w „coś”. Architekturę psują posthonekerowskie molochy- zupełnie jak w Dreźnie. Tyle, że Drezno to wschodówek. Podobnie jak u nas. Jednak u nich robi się wszystko żeby wyprowadzić ludzi z wielkiej płyty i ją w pizdu wyburzyć, a u nas robi się wszystko żeby wielka płyta stała jak najdłużej.

We Wrocławiu można znaleźć wspomnienia po starym, dobrym Breslau. Jak ktoś wie gdzie szukać to ciągle może pójść śladami Eberharda Mocka. Jak się uprze to nawet może zjeść obiad nad rzeką i napić się zacnego Weissbiera. Tylko dlaczego, do cholery, trzeba szukać knajpki nad Odrą w największych szuwarach, albo mieć obok ruchliwą ulicę i dodatkowo tramwaj?

Mam nadzieje, że coś się zmieni, kiedy niejaki Czarnecki wykupi jeszcze więcej Wrocławia niż do tej pory. Mogą sobie nawet z Sołowowem kupić cały. Mnie to nie będzie przeszkadzać.

Z ostatniej chwili. Brat ksero ani myśli w Irlandii przestać błyszczeć. Powiedział, że homoseksulizm to zagłada ludzkości. Ja, co prawda nie rozumiem homoseksualistów- wystarczą mi własne skarpetki rozwalone po domu, co dopiero dwóch facetów, ale jednakowoż uważam, że są ludźmi takimi samymi jak inni.Za to kserobrat ma jasne zdanie- zło, zło, zło! Żenujące czasy nastały.

K.

Pojawił się raport Macierewicza- straszna kicha. Część wygląda jakby żywcem przerżnięta z „Nie” Urbana. Nagle Hamerykę się odkrywa- Patria nie powinna wygrać przetargu, bo nie spełniała jego założeń. Dalej nie spełnia, większość krajów odrzuca ją w pierwszej fazie przetargu- kupuje ją tylko trzeci świat- Polska i Słowenia.

W raporcie pojawiają się ciekawe nazwiska. Na przykład redaktora naczelnego miesięcznika „Raport WTO”- zarzut? Udostępnianie łamów WSI. Trudno, żeby nie udostępniać WSI najlepszego miesięcznika analitycznego o tematyce wojskowej. Będą z tego wielkie jaja. Silnie wróżę jakiś proces- tak, czy inaczej, wielka siara.

Z pisuaru uciekają już wszyscy. Nie jest to dziwne. Kochający rodacy przywitali jednego z braci ksero tranparentem „Spieprzaj Dziadu”, podczas jego wizyty w Irlandii. Przy okazji współsprawca kradzieży księżyca dowiedział się, że nawet w Irlandii wiedzą, co to jest Dolina Rospudy. A może się nie dowiedział, bo wołali w lengłydżu, a ów brat nieszczególnie jest w kierunku języków obcych uzdolniony.

W sobotę byłem w Czechach, to taki lekki szok kulturowy, więc warto opowiedzieć. Drogi dużo lepsze niż u nas (nieporównywalnie powiedziałbym). Na ulicy nie uświadczysz papierka, zeszłorocznych liści, czy pięciu kilo pozostałego po „akcji zima” piasku. O tym, że nie trzeba chodzić slalomem między gównami nie wspomnę- wnioski:

Wersja polska- pieski nie srają, a jeśli srają to tylko w domu.

Wersja czeska- pieski owszem srają, ale ich właściciele wiedzą, że jak się ma psa, to ma się obowiązki i sprzątają po swoich pupilach.

W knajpach czysto, miło, szybko. Kelner pojawia się jak duch. Przy okazji zamówienia interesuje się jak się nazywają dane potrawy po polsku. W przypadku dalszych polskich klientów będzie już wiedział. Chwali miejscowe piwa. W piwie piana była taka, że można było coś na niej położyć i by nie opadła. Piękny kufel dobrego 12 procentowego piwa za mniej niż 4 złote w knajpie. Porównajcie do naszego sikacza.

Stek wieprzowy, pewne z karczku. Widać, że świnka była młoda- mięso miękkie, prawie bez żył. Usmażone tak jak lubię- nie krwiste, ale równocześnie nie spalone. Pełne „medium” zupełnie by the book. Stek duży i gruby. Do tego miska sosu czosnkowego- gęstego i treściwego. Cena? U nas pewnie z 40- 50 zł. W Czechach 20 zł. Do tego podane były warzywa- jak to warzywa zimowe. Pomidor lekko plastikowy, ale położony na pachnącej i świeżej zielonej papryce, przez co przeszedł jej aromatem. Piątka za pomysł!!. Całość uzupełniały smażone w talarkach ziemniaki. Cały obiad z piwem- około 30 złotych. W Polsce nie do pomyślenia.

Dlaczego w Czechach może być tak dobrze? Odpowiedź jest prosta. J. powiedział zaraz po wjeździe do Czech. „Jedyne kaczki, jakie tu są, są podane na półmisku”. To jest puenta całego wywodu. Odwiedzajcie Czechy! Naprawdę warto.

K.

I się nie wrócą. A szkoda, byłoby im znacznie łatwiej niż w eposach. Nie musieliby pływać na końce świata, knuć intryg, rozcinać węzłów i wymyślać skrzydeł.

Weźmy takiego Jazona i Agronautów. Popłynęli po złote runo. Złote runo jak się powszechnie uważa było skórą złotego barana (to może nie być prawda, ale pasuje jak ulał). Teraz Jazon zamiast płynąć na koniec świata, cierpieć męki, wypełniać zadania i tracić towarzyszy mógłby po prostu wsiąść w samolot i polecieć do Warszawy. Na miejscu musiałby poprosić Ewę Minge o pomoc i pójść do sejmu. Baranów w rządzie aż nadto. Pozostaje któregoś pomalować na złoto. Ale od tego jest już Ewa Minge.

Albo taki Odyseusz pojechał na wojnę. W tym czasie jego żonę bzyknęło pół wyspy. Jak wrócił to zastał orgię i musiał załatwiać sprawę siłą. Prawdziwa patologia rodzinna. Teraz wystarczyłoby poczekać- koalicja jawi się jako Troja. Jeno koń nie jest potrzebny. Po pierwsze jeden Pan na Wiejskiej ma głowę jak końska dupa, po drugie sami się wykończą. To tylko kwestia czasu. Znowu- Odyseusz mógłby siedzieć na dupie w domu i nic nie robić.

Albo taki Tezeusz. Po co mu jechać na Kretę żeby poszukać labiryntu?. Niech spróbuje przejechać przez rozkopany Wrocław samochodem. Nawet nić Ariadny mu nie pomoże. Jak tego dokona to będzie prawdziwym bohaterem.

Reasumując- szkoda czasu na czytanie legend o bohaterach. Co oni byli? Dupy, nie bohaterowie. Teraz dopiero człowiek ma szansę zostać bohaterem- taki cel ma na przykład ojciec Pana z końską dupą osadzoną na ramionach. W tym celu wydał książeczkę, która ma szansę stać się równie popularna, co twierdzenie, że mamuty dalej żyją na świecie.

Nie wiem jak mamuty, ale beton może się poruszać- jeden taki dzisiaj widziałem. Beton w moherze. Zaiste ciekawe połączenie.

K.

Król Tajlandii obchodzi 80 urodziny. Postanowiono mu zrobić oryginalny prezent i kupić poradziecki okręt podwodny. Jako, że był lekko zgniły wymyślono wykonanie remontu w znanej szczecińskiej stoczni. Stocznia remont wykonała. Okręt zatonął w czasie holowania do Tajlandii.

Jajo polega na tym, że remont nie był wykonany niewłaściwie. Prawdopodobnie był wykonany aż za dobrze- to znaczy wymieniono za dużą część poszycie jednostki, co zmieniło jej trym i pogorszyło stateczność (okręt do Szczecina został przyholowany m.in. bez końcowej części rufy). Teraz stocznia czeka na reakcję strony tajlandzkiej. Wiadomo, król nie dostanie prezentu. Możemy się spodziewać roszczeń za zbyt dobrze wykonany remont. Ciekawa sytuacja, czy możliwa gdzieś poza Polską?

Jajo numer dwa to przetasowania w rządzie braci ksero, którzy zostali uwiecznieni na filmie, kiedy dokonywali kradzieży księżyca. Radek Sikorski podał się do dymisji. Pewnie dlatego, iż jako jedyny umiał trzeźwo myśleć. Nie żebym kochał Radka Sikorskiego- nosił wyjątkowo nieciekawe krawaty i koszule (krawat miał na dodatek zazwyczaj źle zawiązany), jednak trzeba zauważyć, że jako jedyny znał jakiekolwiek języki obce (no tak, żeby zostać obywatelem Wielkiej Brytanii trzeba znać angielski :-)) i miał doświadczenie na arenie międzynarodowej. Jedyne racjonalne wytłumaczenie jest takie, że nie chciał sobie robić obciachu.

Zadziwia za to odejście przydupasa braci ksero niejakiego D. D. od lat stał twardo przy braciach i chronił ich przed wkurzonymi obywatelami, którym podpieprzono księżyc. Nagle doszło do „różnicy zdań”. Shakespeare powiedziałby „źle się dzieje w państwie duńskim” skoro z eksponowanych stanowisk spieprzają nawet najbliżsi adiutanci.

Z innej beczki. Naszymi siłami w Afganistanie ma dowodzić gen. Czesław B. Tajemnicą poliszynela jest, że to debil i pozer. Jedyny generał, który podczas ostatnich wielkich manewrów WP (Anakonda) kazał zaatakować linie obronne własnych oddziałów. Pod takim dowództwem Talibowie nie mają się co obawiać o przebieg planowanej na wiosnę ofensywy- sami się wybijemy. O ofensywie Talibów oczywiście nikt w WP nie wie. Wywiad przestał istnieć, a Jane’s Defence Review w MON nikt nie czyta (to nie jest gazeta o tajlandzkich transwestytach, więc pewnie dlatego :-D).

Nieodżałowany Waldemar Milewicz prowadził program „Dziwny jest ten świat”. Gdyby nie zginął w Iraku pewnie teraz nie musiałby nawet wyjeżdżać w Polski. Ba, mógłby się nawet nie ruszać z peronu we Włoszczowej.

Ostatnie działania wojewody podlaskiego i ministra Szyszki jasno pokazują, iż Panowie nie mają pojęcia o prawie- nie tylko polskim, ale i europejskim. Jasno pokazują też, że któryś z nich pewnie przyjął „korzyści majątkowe” za wydanie pozwolenia na budowę. Przeciwko zniszczeniu wyjątkowego na skale światową rezerwatu protestują wszyscy- ekolodzy, normalni ludzie, rzecznik praw obywatelskich, niektórzy ministrowie i Unia Europejska.

O ile można zlekceważyć prawie wszystkich to Unii lekceważyć nijak nie można. Istnieje, bowiem opcja, że ministry Unii tak się wkurwią, że cofną nam subwencje- for example na remonty dróg. Może to się skończyć bardzo źle- na przykład stanięciem robót w połowie Wrocławia. Czyli wielki korek skończy się jeszcze większym korkiem.

Wszystko to przez całkowite lekcesobieważenie ekologii w naszym kraju. W kraju, gdzie można rezerwat zniszczyć, ponieważ w Augustowie dziennie przejeżdża tyle Tirów, co we Wrocławiu przez godzinę. Paranoja przez wielkie „P”. Pozostaje mieć nadzieje, że w Unii są ludzie normalniejsi i dopieprzą nam tak, że się nie pozbieramy.

Wojewoda podlaski powinien przenieść się do pierdla za wydanie tej decyzji. Minister Szyszko powininen udać się do Karkonowskiego Parku Narodowego i zająć się zbieraniem papierków porzuconych przez turystów. To odpowiada jego poziomowi inteligencji.

K.

Grammy rozdane. Niezależnie od zdania 16 letnich piewców stylu „koFFaM WaS FszystkiH” na rozdaniu była tylko jedna prawdziwa gwiazda wieczoru.

Nie byli to świetni i niezmienni od lat, chociaż po detoxie, Red Hot Chilli Peppers. RHTC trzyma poziom i pozostaje nieziemiennym mimo coraz silniejszej presji wszechotaczającego gówna. Kiedis i Flea zawsze będą Kimś przez duże „K”. Potwierdzili to zgarniając trzy statuetki.

Dixie Chicks dostały aż pięć W sumie je lubię. Są młode, ładne i dopóki mogę wyłączyć głos to jestem w stanie przełknąć country.

Mary J. Blidge dostała trzy. Przy wydatnej pomocy Ludacrisa. Mary reprezentuje gówno, które teraz jest nazywane R’n’B. Dla niewiedzących- kiedyś rozwijało się to Rhytm ‘n’ Blues i wykonywał to chociażby Johnny Lee Hooker. Johnny był tak niesamowity, że w Blues Brothers nagrany jest oryginalny dźwięk „Boom, boom, boom”, nagrywany na ulicy w Chicago, a nie żadne kichowate podkładane playbacki. Porównajcie z obecnymi wykonawcami. Nie byliby w stanie nawet założyć skarpetek jak on.

Niezależnie od tego, kto pojawił się na scenie. Niezależnie od tego czy był artystą, czy wykonawcą, wszyscy byli tylko tłem dla jednej konkretnej gwiazdy. Tego wieczora na scenie pojawili się trzej podstarzali Anglicy- Andy Summers, Stewart Copeland i niejaki Matthew Gordon Summer, znany szerzej jako Sting.

Po piętnastu latach pobytu w niebycie Panowie dogadali się i klępnęli wspólny występ na The Grammy Awards. Mówcie, co chcecie, ale kiedy rozległo się charakterystyczne ostre i lekko piskliwe „Roxanne, You don’t have to put on the red light” wiedziałem już, że nic później nie będzie się liczyło. Sądząc po minach niektórych „gwiazd” na widowni oni wiedzieli to samo.

Nie jestem na nie dla wszystkich nowych „gwiazdek” uważam, że Michael Buble jest naprawdę świetny. Co z tego, jest tylko jeden Michael Buble i milion wyjących bab, które myślą, że dupą i cyckami zrobią karierę. Na szczęście niektórzy pamiętają jeszcze Freddy’iego Mercury i jego „The Show Must Go On”. Taki właśnie show zrobili trzej Panowie z Londynu, którzy ciągle potrafią mówić Cockney’em. Ciekawe czy z tej okazji na uroczystości podawana była „bloody tea with milk mates”.

Kiedy piszę te słowa przez słuchawki sączy się rytmiczny łomot perkusji Chrisa Slade. Czuje się zupełnie jakbym znowu był gówniarzem w Chorzowie, w 1991 roku. Zaraz na scenę wyskoczy Angus. Dobrze, że niektórzy artyści mają dalej odwagę powiedzieć „For Those About to Rock- We Salute You”, a nie tylko grać z playbacków.

K.

Pewnie zaraz usłyszę, że to, iż panuje powszechna wolność (a dupa, kto Huberta H. ciągał po sądach?). Istnieje też możliwość odpowiedzi „powszechna dostępność towarów”. Tu tych, którzy są za młodzi informuję, iż jako dziecko miałem klocki Lego, Gi Joe, He- Mana, rower i piłkę zachodniej firmy. Żeby było śmieszniej, żadne z moich rodziców nie należało do partii, a wręcz przeciwnie.

Mieliśmy też samochód (o ile Malucha da się nazwać samochodem), a ojciec palił tylko Marlboro albo Camele. Wynikało to z wrodzonego talentu mojej matki do załatwiania różnych rzeczy. Podobny talent, przed nią, mieli tylko żołnierze II Korpusu we Włoszech, którzy umieli załatwić wszystko.

Co więc jest zasadniczą różnicą między komunizmem a kapitalizmem? Doszliśmy już do wniosku, iż nie dobrobyt. Nie wolność. Zresztą jak widzę dzisiejszą młodzież to chętnie bym ich wszystkich zapisał do ZHP. Jakby pobiegali 5 km dziennie po lesie to by im dobrze zrobiło. Wystąpiłoby masowe zmniejszenie nacisku jednostkowego nastoletniego Polaka na powierzchnię, na której stoi. Krótko mówiąc- byliby chudsi.

Ale i nie chodzi o powszechny dostęp do komputerów i tycie młodzieży.

Najbardziej widoczną różnicą, przynajmniej we Wrocławiu jest odśnieżanie chodników. A raczej jego brak. Za ustroju popularnie określanego jako „komuna” odśnieżone było wszystko i to nawet na największych zadupiach Wrocławia. Takich, które nie są osiągalne bez niezłej znajomości mapy. Teraz odśnieżany jest kawałek od mojej bramy do chodnika. Chodnik jest własnością miasta, a wejście zarządcy. Miasto twierdzi, że nie ma pieniędzy, a zarządca, że nie wolno mu odśnieżać tego, co należy do miasta. Co ciekawe temu samemu cieciowi, który nie ma uprawnień do odśnieżania własności miasta, wolno sypać nieodśnieżony obszar piaskiem. Pewnie tak naprawdę mu nie wolno, ale jak nie posypie to się może w spektakularny sposób wypieprzyć, zanim dojdzie do miejsca, które odśnieżać mu wolno. To w sumie mądre- jeśli się połamie to nic nie będzie odśnieżone. No chyba, że znowu wezmę pług i zrobię to sam. Jak od lat, od kiedy mamy kapitalizm.

We Wrocławiu podano, że mimo braku zimy miasto wydało 5 milionów złotych na „gotowość” do nagłego jej ataku. Pytam, po co? Skoro zima i tak zaskoczyła drogowców, samochody się ślizgały, autobusy stały w kilometrowych korkach, tramwaje nie były w stanie przekraczać ciągów komunikacyjnych, a chodniki były jak zwykle nieodśnieżone. Mam nieodparte wrażenie, że ktoś mnie robi w bambuko.

K.

Długo zastanawiałem się skąd bierze się moja niechęć do piłki nożnej. W młodości oglądałem wszystkie mecze i znałem piłkarzy byle tylko nie wyjść na ignoranta. Teraz jestem już duży i mogę powiedzieć wprost „nienwidzę piłki nożnej. Dlaczego? Można by wymieniać miliony powodów. Ja ograniczę się do tych ważniejszych.

Każdy kto był kiedyś w pubie w czasie meczu wie, że jest on przepełniony pijanymi idiotami ryczącymi jakieś bzdury w swoim trudnym do zrozumienia narzeczu. Przy okazji większość z nich macha rękoma. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że przy okazji trzymają w nich papierosy. Bycie przypalanym nie należy do moich ulubionych zabaw, więc piłka nożna nie jest moim faworytem.

Kolejnym powodem są smutni, łysi panowie, których prawa półkula jest nastawiona na walkę, a lewa na obsługę narzędzia. Krótko mówiąc kibole. Jako, że dostawanie w plecy deską nabitą gwoździami też nie jest moją ulubioną metodą spędzania czasu to kolejny powód żeby nie lubieć piłki nożnej.

Trzecim powodem jest absolutnie niezrozumiały dla mnie system niewolniczy- klub decyduje kiedy sprzedać piłkarza, to klub dostaje za niego pieniądze. Owszem płaci mu pensję, ale przecież i murzyni na plantacjach bawełny dostawali wyżywienie za pracę. Piłkarz jest murzynem XX i XXI wieku. Jedyną różnicą są zyski, które generuje dla swojego właściciela.

Ostatnią rzeczą jest coś dla mnie zupełnie niezrozumiałego. Jak można biegać po wielkim boisku w dwadzieścia osób i nie móc trafić malutką piłką do dwóch wielkich bramek. Takie przypadki się zdarzają. Możecie powiedzieć,że drużyna przeciwka przeszkadza. Owszem, tyle że w rugby czy footballu amerykańskim też przeszkadza (i to daleko skuteczniej- nie wolno chyba tylko gryźć i kopać w krocze), a znalezienie meczu tych dyscyplin zakończonego remisem 0-0 graniczy z cudem. Dodatkowo na boisku piłkarskim znajduje się dwóch facetów, którzy się wyraźnie alienują- mianowicie bramkarzy. Kiedy pozostałych dwudziestu facetów biega raźnie (lub mniej raźnie, jak kadra Polski za Pawła Janasa) po boisku Ci dwaj stoją jak przylepieni w bramkach. Powoduje to, że duża część strzałów trafia w nich. Pytam po co? Czy ten sport nie byłby ciekawszy bez bramkarzy? No i nie byłoby tych idiotycznych remisów 0-0.

Zlikwidowanie bramkarzy wyjątkowo podniosłoby atrakcyjność tego sportu- niektórzy przestali by się migać od gry, ponieważ nie miałby kto ratować im dupy.

Zlikwidujmy zatem bramkarzy a atrakcyjność piłki nożnej wzrośnie. Da to też idiotom z pubach szansę na przypalenie większej ilości osób i wypicie więcej piwa. Zupełnie nie rozumiem FIFA. Pozostaje mieć nadzieję, że nie ja jeden.

K.

Mylog mnie mocno wkurzył. Przeniosłem się tutaj. Na początek będzie parę ostatnich notatek.

Zmiany szablonu nie będzie. Podoba mi się tak jak jest. Prosto i w odpowiedniej tonacji.

K.


  • RSS